Maturzystom, którzy zdadzą poprawki, zostaną więc tylko szkoły prywatne, a jeśli ich nie stać na czesne - roczna przerwa w nauce.
Do egzaminu poprawkowego może przystąpić ok. 50 tys. maturzystów, którzy w maju nie zdali jednego z przedmiotów. Taką możliwość uczniowie dostali zamiast ubiegłorocznej amnestii maturalnej. Jeśli tym razem zdobędą ponad 30 proc. punktów, dostaną świadectwo dojrzałości. "W szkole ciągle słyszałam, że nowa matura nie jest taka straszna, a nawet jak powinie nam się noga, to na studia dostaniemy się po zaliczeniu poprawki" - mówi Ewelina z Siedlec, piątkowa uczennica, która poległa na rozszerzonym egzaminie z wiedzy o społeczeństwie. Pozostałe zdała znacznie powyżej średniej i z poprawionym WOS-em mogłaby śmiało przebierać w ofertach studiów. Mogłaby, gdyby nie to, że będzie czekać prawie miesiąc na świadectwo, a gdy je dostanie, to większość uczelni publicznych będzie miała już zamknięte listy studentów.
"Musimy zrobić grafik zajęć, podzielić studentów na grupy. Nie możemy dłużej czekać. My od dawien dawna rozpoczynamy rok akademicki w październiku, a egzamin poprawkowy można było po prostu zrobić wcześniej" - uważa prof. Konstanty Adam Wojtaszczyk, prorektor ds. studenckich Uniwersytetu Warszawskiego.
Ten błąd CKE powoduje, że po zdanej poprawce maturzyści skazani są na płatne studia. "To oczywiste, że skorzystają na tym szkoły prywatne, które czasem rekrutują nawet do połowy października" - podkreśla Wojtaszczyk. Na przykład do Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie nabór trwa do 30 września, a do Akademii Humanistycznej w Pułtusku jeszcze dłużej. "Czuję się oszukany, ta poprawka to jakaś fikcja. Nie stać mnie na płacenie za studia. Dlaczego nikt o nas nie pomyślał?" - żali się Adam spod Warszawy, który oblał ustny angielski i jest pewien, że go zaliczy 26 sierpnia.
Rzeczywiście, nawet dyrektor CKE przyznaje, że ustalając datę egzaminu poprawkowego i wydania świadectw, nie wzięto pod uwagę rekrutacji na studia. Ale jak dowiedział się DZIENNIK, była jeszcze szansa naprawienia tego błędu. Trzy z ośmiu Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych na specjalnej naradzie wręcz prosiły o przyspieszenie terminu wydania świadectw dojrzałości - uznały, że zdążą ze sprawdzaniem, weryfikacją i drukiem o tydzień wcześniej. Zostały przegłosowane. "Szkoda, że nie wyszło, żal mi tych młodych ludzi" - mówi nam jeden z dyrektorów OKE proszący o anonimowość. Najwyraźniej większość zapomniała, że powinna kierować się dobrem uczniów. "Co z tego, że wyniki matur będą tak późno? Nie zdali za pierwszym razem, to zasłużyli" - Janina Grzegorek, dyrektor warszawskiej OKE, nie widzi problemu.
*: Sprawdzanie to jedno, jest jeszcze weryfikacja i druk świadectw w okręgowych komisjach egzaminacyjnych. Gdyby wydać je wcześniej, nie byłoby gwarancji, że prace są
dobrze sprawdzone. Nie rozumiem, dlaczego uczelnie muszą kończyć rekrutację tak wcześnie.
Żadna z uczelni nie zgłosiła protestów.
Nie.
Komisja chce dać poprawiającym uczniom pewne, zweryfikowane wyniki.
Dyrektorzy OKE uważali, że zmiana terminu poprawek niepoważnie świadczyłaby o systemie egzaminacyjnym.
A czy my w ogóle popełniamy błąd? To wina uczelni. Dlaczego nie przedłużą rekrutacji?
Gdy zostałem dyrektorem CKE, termin był już ustalony, nie mogłem tego zmienić.
Rzeczywiście, kwestie kalendarza egzaminacyjnego wymagają pełniejszego uzgodnienia, niż to zostało zrobione. Będę próbował w przyszłym roku to lepiej dograć. Skoro dajemy szansę
maturzystom, niech to będzie szansa realna, dlatego poprawki mogłyby być 15 sierpnia.
*Mirosław Sawicki, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej