Dziennik Gazeta Prawana logo

Ostatni dzień przed tragedią

15 lipca 2008, 00:28
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jeszcze kilkanaście godzin przed tragicznym wypadkiem pływali w ciepłym morzu i spacerowali po rozgrzanym piasku plaży. Pili zimne piwo w kafejce w Złotych Piaskach. Wtedy żaden z Polaków, wypoczywających w Bułgarii, nawet w najczarniejszych snach nie podejrzewał, że ten wakacyjny pobyt zakończy się strasznym dramatem - pisze "Fakt".

To miała być najpiękniejsza podróż ich życia. Wspaniała plaża, atrakcyjna miejscowość, luksusowy hotel. Państwo Lidia i Gerard Nowakowie z Tychów o tych wakacjach marzyli od lat. Choć podróż ze Śląska do Kraneva koło bułgarskich Złotych Piasków trwała 30 godzin, to jazda wcale im się nie dłużyła. Bo towarzystwo w autokarze było przednie. Już w czasie krótkich postojów nawiązywały się przyjaźnie. Kiedy dojechali na miejsce, aż dech im zaparło.

"Było wspaniale. Jak w raju. Pogoda rewelacyjna, plaża czysta, morze ciepłe, a woda w hotelowym basenie przyjemnie chłodziła po całym dniu. Wieczorami ze znajomymi spotykaliśmy się przy piwku. Lubiliśmy też pospacerować po miasteczku i brzegiem plaży" - opowiada "Faktowi" pani Lidia.

Ta sielanka trwała prawie dwa tygodnie. Codziennie było tak samo pięknie. Nikomu nie chciało się wracać. Ostatnie zdjęcia, ostatnia kąpiel i spacer po urokliwym miasteczku. Państwo Nowakowie, tak samo jak i 66 innych turystów z Polski, wracali pełni wrażeń. Chcieli się nimi jak najszybciej podzielić z rodziną i znajomymi. Chcieli pochwalić się zdjęciami z pobytu.

- Do Bułgarii jechało się nam bardzo dobrze. Byliśmy więc pewni, że i z powrotem będzie tak samo. Wyjechaliśmy z Kraneva w nocy. Nad ranem chcieliśmy na chwilę się zatrzymać na postoju. Potem znów wsiedliśmy do autokaru. Świtało, więc kierowca chciał przygasić światła wewnątrz pojazdu. Co było dalej, nie pamiętam. Ocknęłam się na trawie. W pierwszej chwili myślałam, że jestem w niebie. Ale to było prawdziwe piekło" - mówi "Faktowi" pani Lidia.

Wokół niej rozgrywał się prawdziwy dramat. Krzyki, krew, panika. Ona szukała swoich najbliższych. Na szczęście okazało się, ze nic im nie jest, mają tylko lekkie rany. Wszyscy z Serbii wrócili już samolotem na Śląsk. Pani Lidia i jej mąż Gerard są w sosnowieckim szpitalu.

"Już nigdy nie pojadę piętrowym autokarem. Nadal mam to wszystko przed oczami. Nie mogę zasnąć. To było coś okropnego" - mówi kobieta. Nie wie też, czy będzie chciała oglądać zdjęcia, jakie zrobili w czasie pobytu w Bułgarii.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj