Rządowy program na rzecz społeczności romskiej przewiduje różnego rodzaju subwencje i dopłaty dla szkół, w których uczą się dzieci Romów. Sumy są spore - z różnych państwowych dotacji na jednego romskiego ucznia przypada rocznie dodatkowo nawet

4,5 tys. złotych rocznie. Jeśli więc w szkole jest 10 dzieci, może ona dostać w sumie ponad 60 tys. zł.

Zgodnie z prawem pieniądze powinny być przeznaczone na zatrudnienie asystenta romskiego, który pomoże dzieciom pokonać bariery kulturowe czy językowe między polskimi rówieśnikami. Z dotacji opłacani są też nauczyciele wspomagający, którzy pomagają dzieciom odrabiać lekcje, kontaktują się w kwestiach związanych z nauką z ich rodzicami, chodzą na wywiadówki w sprawie swoich podopiecznych. Pieniądze można także wykorzystać na kolonie i warsztaty integracyjne dla małych Romów, a więc na to, co pozwala im wyrównać szanse edukacyjne i rozwojowe z polskimi rówieśnikami.

Do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, głównego koordynatora programu, docierają jednak sygnały, że samorządy i pieniądze są wydawane na zupełnie inne cele. "Zamiast kupować małym Romom podręczniki czy zatrudnić im asystenta, kupuje się farby do malowania ścian albo remontuje boiska. Znaczna część pieniędzy po prostu się marnuje lub znika" - mówi Maria Łój, nauczycielka z Wrocławia wspomagająca edukację Romów. Urzędnicy z Ministerstw Spraw Wewnętrznych i Edukacji nie są w stanie dokładnie skontrolować, na co idą przekazywane przez nich środki. Przyznają nieoficjalnie, że część z nich zwyczajnie jest rozkradana.

Najwięcej pieniędzy trafia na południe Polski, bo tam Romów jest najwięcej. Rekordzistą jest województwo małopolskie, które dostaje ok. 3 mln złotych z rezerwy ogólnej MSW. Większość sumy jest wydawana prawidłowo, jednak z powodu wycieku pieniędzy na inne, niezwiązane z edukacją cygańskich dzieci cele dyrektorzy tamtejszych szkół mają problem z opłaceniem pracy asystentów i nauczycieli wspomagających. "Problem jest jeszcze głębszy, dyrektorzy nawet nie starają się o te pieniądze, bo nie akceptują obecności romskich nauczycieli w swoich szkołach" - mówi DZIENNIKOWI Elżbieta Mirga, pełnomocnik wojewody małopolskiego ds. mniejszości narodowych i etnicznych. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych chce, by od przyszłego roku sposób wydawania pieniędzy przekazywanych w ramach programu skontrolowała Najwyższa Izba Kontroli.

Możemy tylko tłumaczyć samorządowcom...

MATEUSZ WEBER: Czy pieniądze na edukację Romów przekazywane samorządom przez MEN są właściwie wykorzystywane?
ANDRZEJ GRZYMAŁA-KAZŁOWSKI*:
Większość tak, ale zdarzają się przypadki, że część z nich trafia na inne cele, np. na remonty budynków szkolnych czy po prostu na wynagrodzenie dla nauczycieli. Staramy się temu przeciwdziałać, ale nie zawsze to się udaje. Trzeba pamiętać, że środki przekazywane są w ramach subwencji ogólnej, a nie dotacji celowej. Mechanizm wydatkowania subwencji zakłada, że ci, którzy ją otrzymują, wiedzą najlepiej, na co przeznaczyć pieniądze.

O jakich kwotach rozmawiamy?
W przypadku subwencji jest to około 4,5 tys. zł rocznie dodatkowych środków na jednego ucznia romskiego. W skali całego kraju może to być kwota ponad 10 mln zł. Dodatkowo w ramach Programu na rzecz społeczności romskiej w Polsce MSWiA przekazuje ponad 3 mln zł na różne zadania edukacyjne. To sporo pieniędzy.

Jaka część wydawana jest zgodnie z przeznaczeniem?
Z pewnością większość. Mam jednak wrażenie, że spora część tej kwoty nam po prostu znika. Niektóre gminy wydają je na zadania edukacyjne, ale takie, co do których można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście służą bezpośrednio wspomaganiu romskich uczniów.

Co ma zamiar zrobić MSWiA, żeby te pieniądze nie znikały?
Przede wszystkim tłumaczymy, przekonujemy i przypominamy o możliwych konsekwencjach. Dyrektorzy szkół często chcą działać na rzecz społeczności romskiej, ale są też podwładnymi urzędników samorządowych, którzy mogą uznać, że te środki są potrzebne na budowę boiska czy wymianę rynien. Wykrycie każdego takiego przypadku nie jest łatwe. Zgłosiliśmy na przyszły rok do planu kontroli NIK przebadanie celowości wydatków z tej subwencji. Decyzja o jej przeprowadzeniu jeszcze nie zapadła.

Na co w pierwszej kolejności powinny być wydawane pieniądze z subwencji?
Przede wszystkim na zatrudnienie asystentów romskich i tzw. nauczycieli wspomagających, którzy w szkołach, gdzie uczą się dzieci romskie, są niezbędni. Ale także na zajęcia dodatkowe, wyrównawcze, logopedyczne czy kółka zainteresowań. Te pomysły powinny wychodzić od pedagogów lub dyrektorów szkół. Jeśli są blokowane na innym szczeblu, no to mamy kłopot. Obowiązkiem szkół jest edukacja i wychowanie uczniów. Tym bardziej kiedy nie ma żadnych powodów, aby tłumaczyć się brakiem pieniędzy, które są, tylko trzeba chcieć i wykonać trochę pracy, żeby po nie sięgnąć.

*Andrzej Grzymała-Kazłowski jest głównym specjalistą w wydziale mniejszości narodowych i etnicznych MSWiA