Warszawska Manifa rozpoczęła w się o godzinie 12 na placu Defilad. "Donald, ty nas nie kochaj, ty nas po prostu szanuj" - skandowało kilka tysięcy kobiet w drodze pod Sejm. Manifestacje w Dzień Kobiet organizowane są od 10 lat przez Porozumienie Kobiet 8 Marca - grupę feministek zawiązaną w lutym 2000 r. Porozumienie powstało po tym, jak prasę obiegła wieść o policji, która miała wtargnąć do gabinetu ginekologicznego w Lublińcu i wyciągnąć stamtąd kobietę oskarżoną o przeprowadzenie nielegalnej aborcji.

Reklama

Co roku Manifa skupia sie na innym problemie dotyczącym kobiet. Tym razem głównymi postulatami są walka o refundację in vitro, bezpłatne znieczulenia przy porodach oraz dostępne w całym kraju szkoły rodzenia.

Dlatego w rozdawanej podczas marszu "Gazetce Manifowej" znalazł się artykuł "Ewa, przestań Kopacz kobiety!!!", w którym czytamy: "My, obywatelki, płacimy co najmniej połowę wszystkich składek na NFZ. Opieka lekarska i podmiotowe traktowanie po prostu nam się należą. Należą się nam wszystkim, niezależnie od zamożności, darmowe znieczulenia przy porodzie, bezpłatne porody rodzinne, darmowe i dostępne w całym kraju szkoły rodzenia, cesarskie cięcie na życzenie".

>>>Przeczytaj wywiad o feminizmie z Maksymilianem "Max-em" Cegielskim

Jednak tegoroczna 10. manifestacja zaczęła się od kontrowersyjnego pomysłu organizatorów, którzy chcieli ją promować plakatami z różańcem i hasłem "Chcemy zdrowia, nie zdrowasiek". Umieszczenia tych plakatów na autobusach odmówił stołeczny ZTM. Ostatecznie zawisły one na bilboardach na warszawskich ulicach.

Feministyczne demonstracje odbywają się też w innych miastach, m.in. w Gdańsku, Krakowie, Łodzi i we Wrocławiu. W sobotę odbyła się już IV Śląska Manifa w Katowicach. Na gdańskiej manifie, która rozpoczęła się o godzinie 14, była posłanka SLD Joanna Senyszyn. "W tym roku walczymy pod hasłem >Więcej zdrowia, mniej zdrowasiek<" - mówi DZIENNIKOWI. Jej zdaniem największe problemy kobiet to nierówny dostęp do stanowisk politycznych i nierówne traktowanie przez pracodawców.

Z tego powodu na Manifie jest dziennikarz i pisarz Maksymilian Cegielski: "Z roku na rok kobiety mają się coraz lepiej, ale do ideału jeszcze nam daleko. Chciałbym, aby moja żona i córka w pracy były kiedyś tarktowane na równi z mężczyznami i dlatego tu jestem - mówi nam Cegielski.

W żadnej Manifie nie weźmie za to udziału była minister pracy i polityki społecznej, a obecnie posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska. "Na manifę nie idę, bo jestem na nartach z rodziną" - powiedziała nam Kluzik-Rostkowska.

>>>Feministki proszą Episkopat o pomoc w walce z przemocą w rodzinie