Hiszpański resort zdrowia potwierdził oficjalnie pierwszy przypadek tej choroby. 17 osób jest pod obserwacją lekarzy. Pięciu chorych umieszczono w izolatkach w Danii, kolejne dwie osoby w Szkocji. Większość z nich zachorowała po powrocie z Meksyku. Ze strony WHO już od soboty płyną ostrzeżenia o możliwości pandemii. W Polsce minister zdrowia Ewa Kopacz zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą. Sprawdziliśmy: przeciw świńskiej grypie polska administracja wystawiła... ulotki. Nikt nie próbuje nawet sprawdzić, kto wraca do Polski z Meksyku.

Reklama

>>> Podejrzany Meksykanin wyłapany na Okęciu

"Nie ma pandemii ani epidemii, ani żadnego przypadku zachorowania na świńską grypę w Polsce. Gdyby się cokolwiek wydarzyło, jesteśmy przygotowani" - zapewnia Ewa Kopacz. Jednak Ministerstwo Zdrowia ma zapas leku uważanego za najskuteczniejszy tylko dla niecałych 5 proc. Polaków. Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by zapasy wystarczyły dla 20 proc. ludności.

>>> Ponad 140 ofiar świńskiej grypy

Tylko łut szczęścia może zapobiec przywiezieniu do Polski wirusa. Przede wszystkim nikt, ani MSZ, ani główny inspektor sanitarny, nie wie, ilu Polaków jest w Meksyku, a właśnie ci ludzie mogą być potencjalnym źródłem pandemii. "Nie mamy tych danych" - przyznaje Piotr Olszyński, radca w polskiej ambasadzie w Meksyku. "Nikt nie prosił nas o ich zebranie" - dodaje.

Powracający Polacy w większości przypadków trafią do Polski samolotem. Lotniska to ostatnia i jedyna bariera na drodze wirusa, ale równocześnie najsłabsze ogniwo łańcucha zabezpieczeń.Na żadnym polskim lotnisku nikt nie szuka wśród pasażerów tych, którzy rozpoczęli podróż w Meksyku i po wielu przesiadkach trafili w końcu do Polski.

>>> Koncerny farmaceutyczne zarabiają na świńskiej grypie

"Takich zbiorczych informacji nie ma w systemie komputerowym" - mówi nam Jakub Mielniczuk z Polskich Portów Lotniczych. Jednak takie dane można zebrać w kryzysowej sytuacji. "Są np. na bagażu. Wystarczy zlecić pracownikom, by ustalili, skąd on przybywa i do kogo należy" - mówi Marek Poławski, dyrektor w firmie LOT Ground Service zajmującej się bagażami. Polskie Porty Lotnicze mogłyby zażądać takiej akcji od LGS i innych podobnych firm, ale... nie poprosił o to Generalny Inspektorat Sanitarny. Nic dziwnego, bo o tym sposobie GIS dowiedział się dopiero od DZIENNIKA. "Pierwszy raz o tym słyszę" - mówi Andrzej Wojtyła, szef GIS.

Lepiej zorientowany jest personel Rządowego Centrum Bezpieczeństwa - oni wiedzą, że istnieje możliwość zdobycia danych o pasażerach wracających z krajów zagrożonych epidemią. Wiedzą, ale... z tej metody nie korzystają. "Na razie zagrożenie nie jest tak duże" - mówi dr Przemysław Guła z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

>>> Zobacz, gdzie atakuje świńska grypa

Natomiast już w Niemczech na to samo zagrożenie patrzy się inaczej. Klinika portu lotniczego pracuje pełną parą. Badany jest każdy, kto przyleciał z Meksyku. Po siedmiu godzinach służby wiedzą, kto choruje na grypę.

Na polskich lotniskach pasażerów czekają ulotki nakłaniające do higieny osobistej oraz zgłoszenia się do lekarza w razie jakichkolwiek dolegliwości. Podejrzanie kaszlących podróżnych mają wyłapywać funkcjonariusze Straży Granicznej. "Nie jesteśmy przeszkoleni do weryfikowania, kto jest chory, a kto nie" - mówi nam Agnieszka Golias, rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Istnieją lepsze sposoby: skanery reagujące na podwyższoną temperaturę ciała, czyli osoby z gorączką. Mają je m.in. porty w Niemczech, USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, a nawet w Czechach. Nie ma jednak co liczyć, że pojawią się w Polsce. "Nie są potrzebne" - twierdzi Jakub Mielniczuk z PPL, argumentując, że piszczą, nawet gdy przechodzi przez nie osoba z lekko podwyższoną temperaturą.

Jeśli osoba zarażona wirusem świńskiej grypy przedostanie się na teren Polski, lekarze rozłożą ręce. Nie dostali wytycznych z resortu zdrowia, nie wiedzą, jak leczyć chorych.