6 marca tego roku: związkowcy z zakładów zbrojeniowych przybyli do stolicy, protestować przeciw planom zwolnień w ich zakładach. Płoną opony, powiewają transparenty, słychać gwizdki i trąbki. W tłumie wyróżniają się pracownicy Huty Stalowa Wola, . Pod ostrzał trafia kancelaria premiera. Po demonstracji policja zatrzymuje autobus związkowców wracających do domu – „donaldówka” zostaje skonfiskowana. Ale to nie koniec sprawy.
. – To moździerz. W tej rurze można umieścić pojemnik z gwoździami i wyrzucić za pomocą racy lub petardy – mówi nam Robert Myśliński, szef prokuratury Warszawa-Śródmieście, która prowadzi sprawę. – Cytuję opinię biegłego: „urządzeniem tym posługują się bojówki palestyńskie w walce z Izraelem” – dodaje prokurator.
Sprawdziliśmy, czy rzeczywiście kawałek rury znajduje się w arsenałach terrorystów. – . – One mają zasięg kilkudziesięciu lub ponad stu metrów, wszystko zależy od siły ładunku. Miotać można granaty, kamienie, wszystko – mówi Liedel.
Rura zaczyna więc wyglądać rzeczywiście groźnie. Ale dla związkowców sprawa wygląda jak żart. – Jak wezmę rurę i komuś przyłożę w głowę, to też to będzie broń – irytuje się szef „Solidarności” z HSW Henryk Szostak. – Odpalaliśmy z niej petardy, żeby ludzi nie poraniło. Gdzie tam jest broń, gdzie jest pocisk? Tylko hałas! – mówi Szostak.
Problem w tym, że zgodnie z obowiązującą w Polsce ustawą o broni i amunicji bronią może być prawie wszystko. . Z ustawy wynika bowiem, że bronią palną jest każde urządzenie zdolne za pomocą spalania ładunku wybuchowego do miotania na odległość pocisku lub substancji groźnych dla życia lub zdrowia.
Treść ustawy dla związkowców to zaskoczenie. – Jak chodziliśmy za SLD, to nazywaliśmy tę rurę „millerówką”. Ktoś sobie teraz uświadomił, że to broń? To dla mnie głupota – mówi Szostak.
Według Krzysztofa Liedla ustawa o broni nie jest dobra, ale jest obowiązującym prawem. – I z ustawy wynika, że użycie przedmiotu decyduje o tym, czy stał się on bronią, czy nie – tłumaczy Liedel. .