Oczywiście, to nie listy były powodem, dla którego antypiraci zaciągnęli szwedzki TPB do sądu, ale łamanie praw autorskich na wielką skalę (a dokładniej, jak napisano w werdykcie: ułatwianie innym łamania praw autorskich). Jednak pisma, które wysyłają panowie z TPB też odegrały swoją rolę
- serwis zawsze publikuje pełen jej zapis. Oto kilka przykładów:
i że proceder ten ma się natychmiast skończyć. List był dość oschły i surowy - nic więc dziwnego, że odpowiedź była taka:
To taki kraj w Północnej Europie. I chyba rozumiecie, że amerykańskie prawo nie ma tu żadnej mocy. Tak dla waszej informacji: nie łamiemy żadnego szwedzkiego prawa (...) i powinniście niezwłocznie zająć się... (dalej mowa była m.in. o sodomii i używaniu do tego pałek teleskopowych)...
. W odpowiedzi na owe żądania prawnicy Apple dostali e-maila, w którym napisano:
. W odpowiedzi mogli przeczytać coś takiego:
Dzień dobry, dziękujemy za skontaktowanie się z nami. Zamknęliśmy już stronę, którą wskazaliście... A nie, zaraz - tylko żartowałem. W przeciwieństwie do niektórych krajów - np. waszego - mamy tu całkiem rozsądne prawo autorskie. Ale mamy też niedźwiedzie polarne, łażące po ulicach i atakujące ludzi.