Cezary Kowalski: Faul Axela Witsela na Marcinie Wasilewskim w sondażu jednego z portali internetowych został okrzyknięty najbardziej brutalnym w dziejach futbolu. Pan był na meczu Anderlechtu ze Standardem Liege...

Reklama

WŁODZIMIERZ LUBAŃSKI: Takiego koszmaru nie widziałem na boisku od dawna. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że tu nie ma mowy o przypadku. Obejrzałem później kilkanaście razy film z tego zdarzenia i bez wątpliwości muszę stwierdzić, że Witsel zrobił to celowo.

Przemoc podczas meczów piłkarskich na boisku i trybunach to stały element gry. Sądzi pan, że niepohamowaną chęć zrobienia rywalowi krzywdy można w ogóle wyeliminować?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zadać sobie inne. Kiedy takie instynkty się rodzą, gdzie jest początek problemu? Moim zdaniem to wszystko zaczyna się już przed meczem. Media, a co za tym idzie, także sportowcy, trenerzy, działacze i kibice, wytwarzają atmosferę wojenną. Nakręca się spiralę wrogości, a nie rywalizacji sportowej. Tu nie chodzi o to, aby zwyczajnie wygrać, tu trzeba kogoś pobić, zniszczyć, zdeptać. Przed tym nieszczęsnym meczem Standardu z Anderlechtem nieprzyjemnie było już kilka dni wcześniej. Oba kluby bardzo się nie lubią, walczą o mistrzostwo Belgii, nie zawsze fair. Wzajemnych złośliwości było tym razem mnóstwo. Znamienne są słowa prezydenta Anderlechtu Van der Stocka, który powiedział, że z ludźmi nieuczciwymi, nic niewartymi, w ogóle nie będzie rozmawiał, i nie podał im nawet ręki. To już nie jest brak miłości, sprawy zaszły bardzo daleko. W pewnym momencie taki zawodnik przestaje myśleć, jak tu gola zdobyć, ale jak oddać rywalowi za jakąś krytyczną wypowiedź czy obrazę, której dopuścił się na łamach mediów. Niestety, ale kreowanie takiej atmosfery powoduje nieszczęścia. Przykłady można by tu mnożyć. Właśnie przez takie działanie doszło do największej tragedii w historii futbolu podczas meczu Juventusu z Liverpoolem (kiedy???). Ja także pamiętam, jak trzeszczały kości na boisku, a na trybunach lali się kibice w trakcie meczów mojego Górnika Zabrze z Ruchem Chorzów czy Legią.

Czyli jeśli media nie będą prowokować, wszystko będzie w porządku?

Futbol jest jedną z najbardziej ostrych gier zespołowych i tak pewnie zostanie na zawsze. Trzeba jednak wyraźnie rozdzielić pojęcie ostrej gry, przy której można nabawić się nawet strasznej kontuzji, od regularnej wojny. Przed meczem z Anglią w eliminacjach mistrzostw świata w 1974 roku też była atmosfera wojny. Roy McFarland sfaulował mnie tak, że później przez dwa lata walczyłem o powrót na boisko. Z tym że on nie zrobił tego celowo. Coś takiego można przeboleć, jest tym negatywnym elementem kontaktowego sportu na najwyższym poziomie. Ale na miłość boską, faulować tak, żeby chłopakowi kości na wierzch wyszły? To bandytyzm.

Przez futbolową Europę przetoczyła się dyskusja, co robić z takimi oprawcami jak Witsel, jak ich karać? Jeden z trenerów zgłosił w UEFA projekt, aby winowajca nie mógł grać dokładnie tyle samo, ile pokrzywdzony. Tymczasem belgijska federacja uznała, że dwa miesiące dyskwalifikacji wystarczą...

Nie da się tego pisać innym słowem niż „skandal”. Wie pan, dlaczego tak wiele razy oglądałem ten faul Witsela na Marcinie? Bo chciałem zrozumieć Belga. Dlaczego on to zrobił? I nie mogę w żaden sposób wczuć się w jego skórę, nie potrafię go zrozumieć. Rozmawiałem z wieloma ludźmi i oni mają dokładnie takie samo zdanie. Najważniejsze belgijskie dzienniki jednoznacznie potępiły Witsela. Niczym nie można go usprawiedliwiać i kara powinna być adekwatna do czynu, jaki popełnił. A nie jest.

Skąd tak niski wyrok?

Niestety, zadecydował zwykły interes. To dobry zawodnik, młody, perspektywiczny, można go sprzedać za wielkie pieniądze. Poza tym reprezentant kraju. On zwyczajnie jest Belgom potrzebny. Zupełnie inna byłaby kara, gdyby to Polak lub jakikolwiek inny zawodnik dopuścił się takiego czynu. I co, za dwa miesiące on będzie znów biegał po boiskach? Po czymś takim? Ja bym go zdyskwalifikował nawet dożywotnio. Tutaj komentarze są jednoznaczne. Witsel powinien zniknąć na długo z belgijskiej piłki. Jestem pewien, że po szybkim powrocie nie będzie miał tu życia. Kibice będą go obrażać i wygwizdywać.

Sam Witsel twierdzi, że czuje się zaszczuty. Zrobiono z niego mordercę, musi mieć policyjną ochronę. Przepraszał zresztą Wasilewskiego i jego rodzinę, chciał odwiedzić Marcina w szpitalu.

Przeprasza, ale co ma zrobić? OK, nie jest mordercą, to prawda. Nie może być tak, że próbuje się go zlinczować. Ale też nie dziwmy się reakcji tysięcy ludzi, którzy widzieli, co się stało. Są zbulwersowani tym faulem, ale także wyrokiem federacji. Najbardziej irytująca jest postawa działaczy Standardu, którzy po tej śmiesznie niskiej dyskwalifikacji jeszcze się odwołują i żądają jej skrócenia.

Wybaczać jest przecież ludzką rzeczą...

Marcin nie chciał widzieć Witsela w szpitalu i ja mu się nie dziwię. To tak, jakby koszmar powrócił. On nie jest na to jeszcze gotowy. Wiem, jak Marcin się czuje, bo przed laty sam czegoś podobnego doświadczyłem. Też byłem zawodnikiem reprezentacji. On teraz strasznie cierpi fizycznie, ale też psychicznie. Na razie tak do końca pewnie nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji tego, co się stało. Wszyscy się nim interesują, pocieszają, ale przyjdzie czas żmudnej rehabilitacji w samotności i jego walka o powrót na boisko. To znacznie trudniejsze niż wszystkie mecze, które do tej pory rozegrał.

Pan po dwóch latach wrócił do reprezentacji, ale był dwa lata młodszy od Wasilewskiego. Myśli pan, że jemu też się uda?

Reklama

Teraz to nawet nie ma co o tym mówić. Najważniejsze, aby zaczął chodzić jak każdy człowiek. Ten etap jest jeszcze w miarę łatwy. Trudniej będzie później, kiedy spróbuje wrócić do zawodowego uprawiania sportu. Kiedy nadejdą chwile zwątpienia, a nawet jak w moim przypadku przed laty – załamania. Pamiętam, jaki stres towarzyszył temu, czy zdążę dojść do sprawności przed mistrzostwami świata. Nie zdążyłem, wróciłem znacznie później. Wszystko zależy od psychiki. Szczęście w nieszczęściu, że trafiło na wyjątkowego twardziela. Znam Marcina, niewielu jest zawodników z tak silną osobowością.