Ta scena jest bardzo mało wiarygodna. Między TW a ministrem spraw wewnętrznych dystans był tak gigantyczny, że to musiałaby być rzeczywiście znacząca
publicznie osoba, żeby taka sytuacja mogła mieć miejsce. Nie wykluczam, że jeden, czy dwa takie przypadki mogły się zdarzyć. Ale znam życiorysy znaczących ludzi tego szczebla, którzy mogli
być przyjmowani przez ministra w roku 89. w jego gabinecie. I można z całą pewnością wykluczyć problem agenturalności u totalnej większości ludzi z tzw. elity
"Solidarności". Zatem to stwierdzenie Kiszczaka ma tylko na celu rzucenie podejrzenia na ludzi "S", które dla normalnego człowieka jest nieweryfikowalne.
Niektóre kanały przekazywania pieniędzy mogły być kontrolowane przez bezpiekę. Ale sama bezpieka meldowała do swoich zwierzchników, że nie jest w stanie tych kanałów w pełni kontrolować.
Bo pieniądze przesyłano w różny sposób. Przywozili je ludzie przygodni: profesorowie, którzy jeździli na wykłady, osoby, które prywatnie jeździły np. do rodziny do Paryża. To było
mnóstwo osób. Czy ktoś sobie przywłaszczył pieniądze? Mogło się tak zdarzyć. Ale uogólnianie tego jest bardzo nieprzyzwoite.
Rok 1986 był punktem zwrotnym. I dobrze świadczy o tandemie Jaruzelski - Kiszczak. Ogłoszono amnestię, wypuszczono kilkaset osób z więzień i zdecydowano, żeby od tej pory nie robić procesów
politycznych. Szykanowano ludzi jedynie zatrzymaniami np. na 48 godzin, konfiskatą sprzętu, druków. Opozycja zaczęła działać w sferze półlegalnej. Dużo łatwiejsze stały się kontakty
zagraniczne.
Po pierwsze, to był już czas Gorbaczowa. Z Moskwy płynęły zachęty, by złagodzić formy rządzenia. Po drugie, fatalny był stan gospodarki państwa i istniała konieczność radykalnej poprawy
stosunków z Zachodem, żeby uzyskać nowe kredyty. Po trzecie, było wyraźne dążenie do poprawy stosunków z Kościołem, co miało łagodzić napięcia społeczne. Wreszcie amnestia była
związana z trwającymi negocjacjami o przyjęciu gen. Jaruzelskiego przez papieża, do czego doszło w styczniu 1987 r.
Bo to otwierało przed nim pałace prezydentów i premierów w Europie Zachodniej.
W jakimś stopniu mogę się z tym zgodzić. Bo jeśli się to porówna z poprzednimi dekadami, to tutaj był dialog i to na bardzo wysokim szczeblu.
Też tak uważam. Zabójstwo nie było zleceniem ani Kiszczaka, ani Jaruzelskiego. Była to próba rozwalenia tych szczególnych stosunków z Kościołem. Bo dialog z Kościołem dla części aparatu
partyjnego był niewygodny.
Ma. Ale to nie jest krwawy kat. Policje reżimowe w innych krajach bywają znacznie gorsze. Policja Pinocheta rozstrzeliwała, torturowała, mordowała. Milicja Kiszczaka nie. Wypadki się zdarzały
jednostkowo. Nie były to masowe morderstwa, od których inne reżimy się nie powstrzymywały. Kiszczak był takim oświeconym szefem milicji.
p
*Prof. Andrzej Friszke, historyk, były członek Kolegium IPN