Dziennik Gazeta Prawana logo

Ochronny but dopiero po obcięciu palca

20 stycznia 2009, 14:03
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Ujawniamy kolejne absurdy dotyczące leczenia tzw. stopy cukrzycowej. W Polsce chora na cukrzycę osoba może liczyć na częściowy zwrot kosztów poniesionych na specjalne hamujące postępy choroby obuwie, dopiero wtedy, gdy... straci palec. Wielu pacjentów nie stać też na opłacanie drogich opatrunków na długo gojące się rany.

W innych krajach europejskich refundacja opatrunków w jest normą, podobnie zresztą jak robionych na miarę butów.

Nic nie zapowiada żadnych zmian. Na trwającym dziś od rana spotkaniu w resorcie zdrowia w sprawie listy przedmiotów ortopedycznych i środków pomocniczych, ani słowem nie wspomniano o cukrzykach.

Eksperci alaramują: fatalne statystyki dotyczące amputacji stóp cukrzycowych w Polsce to nie tylko wina źle wycenianych przez Narodowy Fundusz Zdrowia procedur medycznych, które zachęcają szpitale, by zamiast leczyć, obcinały chore kończyny. To także brak refundacji opatrunków, które chorzy ze stopą cukrzycową mogliby robić sobie sami w domu.

Tymczasem nawet te najzwyklejsze opatrunki: gazy, bandaże, płyny odkażające są dla wielu chorych zbyt dużym wydatkiem. Miesięcznie kosztują ok. 200 zł. Chory ze stopą cukrzycową musi bowiem dwa razy dziennie przemyć nogę solą fizjologiczną, potem moczyć ranę w specjalnym płynie antyseptycznym, następnie osuszyć ją i bandażować. Wszystko za własne pieniądze.

"Jestem na rencie, dostaję 600 złotych. Dorabiam sobie jako stróż, ale i tak ledwo mi wystarcza na życie. Tymczasem na same opatrunki wydaję prawie 200 złotych, a na wszystkie leki związane z cukrzycą prawie 500 złotych. Gdyby nie emerytura żony, to musiałbym chyba nie jeść" - mówi gorzko 61-letni Władysław, który leczy się w Poradni Stopy Cukrzycowej w Poznaniu.

W jednym z polskich szpitali zdarzały się nawet kilka lat temu przypadki kradzieży i włamania do szafek z opatrunkami. "Pacjenci wiedzą, że my ogromnymi nakładami pracy uratowaliśmy im nogę, którą inni spisali na straty, a teraz sami będą musieli o nią zadbać. Wiedzą, że nie mają pieniędzy na drogie bandaże i stąd ten desperacki krok" - tłumaczy proszący o zachowanie anonimowości diabetolog.

Wielu pacjentów oszczędza na jakości, albo w ogóle nie zmienia opatrunków. "Zastępuje na przykład gazę do przemywania ligniną, która potem dostaje sie do rany, albo wielokrotnie wykorzystuje te same gaziki" - mówi dr Piotr Liszkowski, kierownik Zespołu Stopy Cukrzycowej w Akademi Medycznej w Poznaniu.

Tymczasem stosowanie tańszej gazy, albo ligniny może prowadzić do nadkażania rany, przesiąkania wydzieliny i dalszego pogorszenia stanu zdrowia. Eksperci od lat bezskutecznie apelują do Ministerstwa Zdrowia o wpisanie opatrunków dla cukrzyków na listę leków refundowanych.

"Mamy sporo sygnałów, że pacjentów nie stać na kupowanie opatrunków i dlatego zaniedbują leczenie. A potem trafiają do szpitala w fatalnym stanie" - mówi prof. Krzysztof Strojek, krajowy kosultandt ds. diabetologii. Jego zdaniem to karygodne, że w Polska jest jednym z nielicznych krajów europejskich, które nie finansują cukrzykom takich środków medycznych.

Na luksus stosowania nowoczesnych opatrunków (koszt miesięczny ok. 700 złotych) mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. A jak przyznają eksperci różnica jest ogromna. "Te drugie opatrunki przyspieszają gojenie rany i skracają leczenie nawet o kilka miesięcy" - mówi dr Grzegorz Rosiński diabetolog z Poradni Stopy Cukrzycowej warszawskiego szpitala na Banacha.

Z problemem borykają się nie tylko chorzy, ale i poradnie. "Jesteśmy zmuszeni stosować zwykłe opatrunki. Te nowoczesne dajemy pacjentom tylko gdy otrzymamy je od kogoś w darze. A czasem byłyby one naprawdę bardzo potrzebne, na przykład taki piankowy, który świetnie oczyszcza ranę. Niestety jeden kosztuje 40 złotych" - mówi z żalem Liszkowski.

Problemy z opłaceniem opatrunków dla cukrzyków mają także lekarze w szpitalu na Banacha. "Musimy oszczędzać na wszystkim. Pacjenci to widzą. Raz nawet chory, któremu uratowaliśmy nogę, przyniósł nam ogromne pudło z bandażami o wartości kilku tysięcy zł, widział jak nam takie dary są bardzo potrzebne" - mówi dr Grzegorz Rosiński, z poradni Stopy Cukrzycowej w Szpitalu na Banacha.

W połowie grudnia w DZIENNIKU napisaliśmy, że system wyceny zabiegów opracowany przez NFZ zachęca szpitale, by zamiast leczyć pacjentów ze stopą cukrzycową, amputowały chorą kończynę. Eksperci alarmowali, że dopóki się to nie zmieni, dopóty nie zmienią się zastraszające statystyki. W Polsce na 100 tys. osób rocznie dokonuje się aż 8 amputacji, podczas gdy w Danii tylko dwie, a w Hiszpanii i Holandii po jednej.

p


Beata Mrozikiewicz - Rakowska*: Rzeczywiście, państwo w większości ich nie refunduje. Tymczasem wielu naszych pacjentów żali się, że nie stać ich na zakup środków niezbędnych do pielęgnacji ran. Nawet zwykłe gazy, bandaże i środki antyseptyczne są dla nich za drogie. Nie wspomnę już o nowoczesnych tzw. aktywnych opatrunkach np. zawierających srebro. Te nowej generacji kosztują jednak od 3,5 złotego do nawet 70 złotych za sztukę. W zależności od wielkości rany i jej stanu, takie opatrunki trzeba zmieniać początkowo codziennie, następnie średnio co 3 dni, ponadto w trakcie leczenia nalezy często konsultować się z lekarzem.Zastosowanie optymalnych środków opłaca się, ponieważ może skrócić gojenie się rany nawet o kilka miesięcy. Biorąc pod uwagę, że tego typu rany goją się z reguły długo, nawet kilkanaście miesięcy, ma istotne znaczenie dla każdego pacjenta. Być może wielu z naszych pacjentów nigdy nie trafiłaby do naszej poradni, gdyby odpowiednio odkażała i zabezpieczała ranę w momencie pierwszych symptomów świadczących o jej powstaniu.


Niestety tak i niektóre przypadki kończą się nawet amputacją. Warto jednak pamiętać, że wielu chorych z zespołem stopy cukrzycowej to osoby starsze i biedne. Jeśli nie wspiera ich rodzina, to wydatek rzędu kilkuset złotych miesięcznie przekracza ich możliwości finansowe. Problemem jest też zakup specjalnie robionego na zamówienie obuwia, które chroniłoby stopę przed ryzykiem powiększania się istniejącej zmiany i przed pojawieniem się w przyszłości kolejnej. Niestety takie buty to spora inwestycja rzędu 600 - 1000 złotych. Chory musi pokryć ją z własnej kieszeni, bo państwo refunduje je w 70 proc., ale dopiero wtedy gdy stan zdrowia jest bardzo poważny, czyli na przykład po amputacji palca. Na dodatek, aby otrzymać refundację pacjent musi zgłosić się do Poradni Ortopedycznej, Chirurgicznej lub Rehabilitacyjnej, otrzymać potwierdzenie dla Narodowego Funduszu o zasadności takiego zakupu, co w praktyce oddala w czasie zastosowanie takiego sprzętu o 3-4 miesięcy.


To bardzo prawdopodobne. 85 proc. owrzodzeń powstaje bezpośrednio na skutek noszenia nieodpowiedniego obuwia. Taka jest smutna polska rzeczywistość.

dr med. Beata Mrozikiewicz - Rakowska jest adiunktem w Katedrze i Klinice Gastroenterologii i Chorób Przemiany Materii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, pracuje także w Poradni Stopy Cukrzycowej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj