To był piękny i romantyczny spacer dwójki niemieckich turystów po słonecznej plaży w Lipawie (Łotwa). Aż do momentu, kiedy w żółtozłotym piasku błysnął bursztyn. Tak im się przynajmniej wydawało. Gdy wzięli go do ręki, przeżyli szok! Bursztyn zapalił im się w rękach! Przywarł do skóry i niemiłosiernie parzył. To co wyglądało jak bursztyn, było w rzeczywistości białym fosforem, pozostałością po eksplozji sowieckiej bomby.
To nie pierwszy taki przypadek na Łotwie. Już wcześniej fałszywym bursztynem poważnie poparzył się belgijski turysta. Rok temu ofiarą białego fosforu na plaży
stał się mały chłopiec.
Kawałki tej substancji zaczęto znajdować na plażach w końcu lat 80. ubiegłego wieku. Radziecka armia zdetonowała wtedy bombę fosforową. W efekcie około trzech ton fosforu trafiło do morza, a południowe prądy ciągle przynoszą je w rejon Lipawy i wyrzucają na tamtejsze plaże.
Kawałki tej substancji zaczęto znajdować na plażach w końcu lat 80. ubiegłego wieku. Radziecka armia zdetonowała wtedy bombę fosforową. W efekcie około trzech ton fosforu trafiło do morza, a południowe prądy ciągle przynoszą je w rejon Lipawy i wyrzucają na tamtejsze plaże.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|