W latach 1985-1989 Jaruzelski miał wielokrotnie prosić radzieckiego przywódcę Michaiła Gorbaczowa o pomoc w walce z "Solidarnością". Ten jednak bał się, że upadający finansowo Związek Radziecki nie poradzi sobie z interwencją, i kazał generałowi samemu radzić sobie z opozycją.
"Nie pomogliśmy Jaruzelskiemu, mimo że ten kilkakrotnie błagał Gorbaczowa o pomoc. Wielokrotnie spotykał się z pierwszym sekretarzem. Jednak usłyszał tylko, że Solidarność to wewnętrzna sprawa Polski i musiał odejść z niczym" - opowiada "Prawdzie" Wiaczesław Generałow, były zastępca szefa dziewiątego wydziału KGB i były szef służb bezpieczeństwa Związku Radzieckiego. Była to końcówka lat 80. System się walił i bez bratniej pomocy nie było szans powstrzymać w Polsce marszu do wolności.
Generał Jaruzelski stanowczo odpiera rewelacje "Prawdy". "Owszem, spotykałem się z radzieckim przywódcą, ale rozmawialiśmy tylko o pomocy gospodarczej. Przecież było dawno po stanie wojennym i nie mogłem już prosić o interwencję" - mówi dziennikowi.pl generał. To tłumaczenie wyśmiewa historyk Instytutu Pamięci Narodowej, dr Antoni Dudek. "To byli przywódcy polityczni. Nie mogli rozmawiać tylko o kwestiach ekonomicznych. Jeśli się spotkali, na pewno poruszali problem rozpadu Związku Radzieckiego. Przecież pod koniec lat 80. Kreml wpadł w panikę. Bano się, że jeśli w Polsce zniknie komunizm, to może paść cały blok" - mówi dziennikowi.pl.
To nie pierwsze oskarżenia wobec Jaruzelskiego, że chciał rękami Rosjan zdusić w Polsce wolność. Władimir Bukowski, znany rosyjski dysydent, twierdzi, że generał domagał się, by na początku lat 80. radzieckie oddziały krwawo rozprawiły się z opozycją. Jednak Rosjanie bali się, że interwencja przerodzi się w długotrwałą wojnę partyzancką, jak w Afganistanie. I dlatego nie weszli do Polski.