Przez lata brytyjskie służby specjalne tuszowały sprawę. Dlaczego? Bo pilot, ppłk Bohdan Kleczyński, zrobił na nich... dobre wrażenie.
Tego feralnego dnia na pokładzie samolotu, którym Sikorski leciał do Kanady, wybuchła bomba zapalająca. Kleczyński zeznał, że znalazł ją pod swoim materacem i w ostatniej chwili wyrzucił z samolotu. O próbę zabicia generała podejrzewano Niemców i Rosjan. Ale - i tu już zaczynają się brytyjskie tajemnice - po kilku dniach pilot przyznał się, że wszystko zmyślił.
Bomba na pokładzie była i naprawdę wybuchła. Nieprawdą jednak było, że ktoś ja podłożył, żeby zabić generała. Wniósł ją sam Kleczyński. Miał ją zawsze ze sobą, ukrytą w masce przeciwgazowej. Chciał jej użyć, gdyby maszyna została stracona przez Niemców - wolał zniszczyć maszynę, niż oddać ją w ręce wroga.
Prowadzący sprawę poprosili brytyjskiego premiera Winstona Churchilla, żeby zwrócił się do generała Sikorskiego o przywrócenie pilota do służby. Churchill tak zrobił i poprosił Sikorskiego, żeby zachował to wszystko w sekrecie. I tak też sie stało. Generał Władysław Sikorski zabrał tajemnicę do grobu. Zginął rok później w katastrofie lotniczej w Gibraltarze.