Minister edukacji ma szansę wybielić się w oczach przeciwników. Jak tylko usłyszał, że wójt Siedlimowa chce zamknąć szkołę, ruszył z odsieczą. I zmusił wójta do cofnięcia decyzji - pisze DZIENNIK.
Siedlimowo w Kujawsko-Pomorskiem to jeden kościół, cmentarz, sklep i szkoła. Szkoła z tradycjami, 100-letnia. Kilka lat temu rodzice z własnych pieniędzy
dobudowali drugi budynek. W poniedziałek naukę miało rozpocząć 80 dzieci. Jednak już w sierpniu wójt zwolnił dyrektorkę szkoły i kazał wyrzucić nauczycieli.
Rodzice zabarykadowali się w budynku. Wójt straszył policją, więzieniem i brygadą antyterrorystów. Rodzice poprosili o pomoc ministra.
Giertych przyjechał i porozmawiał z wójtem w cztery oczy. Gdy wyszedł z gabinetu i powiedział, że szkoła będzie istnieć, dostał gromkie brawa. Obiecał nawet pomoc finansową. Z Siedlimowa wyjeżdżał jako bohater. Rodzice uczniów bili mu brawo i śpiewali "Sto lat".
Rodzice zabarykadowali się w budynku. Wójt straszył policją, więzieniem i brygadą antyterrorystów. Rodzice poprosili o pomoc ministra.
Giertych przyjechał i porozmawiał z wójtem w cztery oczy. Gdy wyszedł z gabinetu i powiedział, że szkoła będzie istnieć, dostał gromkie brawa. Obiecał nawet pomoc finansową. Z Siedlimowa wyjeżdżał jako bohater. Rodzice uczniów bili mu brawo i śpiewali "Sto lat".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|