Z roku na rok korki stają się w polskich metropoliach coraz gęstsze, a przejazd każdego kilometra zdecydowanie się wydłuża. Aby przejechać w godzinach szczytu z podwarszawskiego Piaseczna do centrum stolicy potrzeba co najmniej godziny. Tyle trwa też dojazd do pracy mieszkańców Krakowa, Wrocławia, Łodzi czy Płocka. "Jeżeli czegoś z tym nie zrobimy, grozi nam paraliż" - grzmi w DZIENNIKU Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.
Od kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej na polskich drogach przybyło ok. 2 mln samochodów. W tym czasie wybudowano tylko 200 km autostrad. To żałosny wynik. Na kilometr autostrady przypada 20 tys. aut. Dla porównania w Niemczech tylko 9 tys.
Ale jest ratunek z tej tragicznej sytuacji. Jak pokazują doświadczenia zachodnich państw ruch mogą rozładować twz. ringi, czyli po prostu obwodnice. O tym, jak wielkim są dobrodziejstwem przekonał się już m.in. Poznań. Odkąd dwa lata temu da się go objechać, ruch w mieście zmniejszył się o 20 proc., a z ulic praktycznie zniknęły hałaśliwe i zatruwające środowisko tiry. Podobnie jest w Białobrzegach. Od kiedy jest tu obwodnica na trasie Warszawa-Radom, ten sam odcinek drogi pokonuje się już nie w pół godziny, a w trzy minuty!
I choć budowa "ringów" w Warszawie i innych polskich metropoliach pochłonie kilkadziesiąt miliardów złotych, to nie ma wyjścia. Poza tym część inwestycji pokryje Bruksela. A bez obwodnic miasta całkowicie się zakorkują!