Paweł Milcz z Lublina miałby dziś 21 lat. "Wyjechał do Włoch w czerwcu. Chciał zarobić na samochód. Przez trzy miesiące nie miałam od niego żadnej wiadomości" - opowiada jego matka.
Chłopak trafił do obozu pracy. Uciekł, ale to był początek koszmaru. Przygarnął go pewien Albańczyk, który kupił mu ubrania, zapewnił dach nad głową i jedzenie. Po trzech tygodniach zażądał jednak spłaty długu. Polak trafił na inna plantację. Pracował o chlebie i wodzie 15 godzin dziennie. Kiedy powiadomił rodzinę, że chce uciec, zerwał się z nim kontakt.
Znaku życia nie daje też Grzegorz Hubacz z Bobrownik. Ostatni raz rozmawiał z ojcem dwa lata temu. Nie pracował w obozach, ale często opowiadał rodzicom o mafii wyzyskującej robotników na plantacjach. Mówił, że raz pogonił mafiosów, którzy zbierali haracz od pracowników. Rodzice boją się teraz, że gangsterzy się zemścili. Ale nie tracą nadziei. Wierzą, że jeszcze żyje... W kraju czeka na niego narzeczona z dzieckiem.