Strzały, pisk opon, ryk samochodowych silników, pościg po ulicach stolicy. Sceny z kryminalnego filmu? Nie, to policjanci ścigali złodziei samochodów. Efekt? Jeden złodziej ranny i dwa odzyskane auta.
Policjanci po cywilnemu przejeżdżali jedną z warszawskich ulic, gdy zobaczyli dwóch mężczyzn włamujących się do subaru. Od razu rzucili się za nimi w pościg. Bandyci wskoczyli do hondy i zaczęli uciekać. Z piskiem opon gnali przez ulice, nie zważając na niebezpieczeństwo. Wreszcie na jednym ze skrzyżowań bandyci nie wyrobili się na zakręcie i rozbili samochód.
Wyskoczyli z pokiereszowanej hondy i pieszo pognali przez miasto. Policjanci nie mogli dogonić złodziei, więc zaczęli do nich strzelać. Jednego ranili, drugi zdołał prysnąć. Ranny bandyta leży w szpitalu pod ochroną policji. Funkcjonariusze zrobią wszystko, by szbko wyśpiewał, kto był jego wspólnikiem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|