Nie brakuje zwolenników tego pomysłu. "Pedofilia to jedno z trudniej leczonych zaburzeń seksualnych. Znam pedofilów, którzy wychodzili z więzienia i mówili, że chcą się leczyć. Nie wszystkich jednak było stać na zapłacenie do 300 zł za wizytę u specjalisty" - mówi DZIENNIKOWI seksuolog i psycholog dr. Wiesław Ślósarz. Wydaje się, że zamknięte zakłady, do których "z automatu" trafiali by po odsiedzeniu wyroku pedofile, rozwiązałyby problem.
Ale czy na pewno? W dyskusji pojawiają się głosy, że zamknięte zakłady to niebezpieczeństwo. "Przestępcy więcej się od siebie nauczą złego, niż wyniosą dobrego" - uważa Jakub Śpiewak, prezes fundacji Kidprotekt, zajmującej się problemem molestowania seksualnego dzieci.
Na czym miałaby polegać taka terapia? Chodzi o obniżenie libido chorego. Pedofile poddawani byliby kuracji farmakologicznej połączonej z seansami psychoterapeutycznymi i seksuologicznymi. Nie ma co ukrywać: to bardzo kosztowna terapia. "Ale nie ma wątpliwości, że ofiary pedofilów płacą dużo wyższą cenę" - mówi przewodniczący zespołu, który zajmuje się projektem. I dodaje: "To chyba wystarczający argument, aby nie żałować na ten projekt pieniędzy".
Wojciech Kłosiński zaznacza, że nikt nie mówił, iż będzie łatwo. Może się bowiem okazać, że większym problemem niż pieniądze będzie brak specjalistów. W Polsce mamy zaledwie stu seksuologów, z czego 29 pracuje w Warszawie. A grono innych terapeutów zajmujących się zaburzeniami preferencji seksualnych też nie jest liczne - pisze DZIENNIK.
Wdrożeniem pomysłu zajmuje się zespół złożony z psychologów, seksuologów, specjalistów od prawa i więziennictwa. Działa on pod egidą resortu zdrowia.