Wybryk małolatów - 13-latka i dwóch 14-latków - miał miejsce pod koniec wakacji. Widać, dzieciakom mało było letnich wrażeń, wpadły więc na szatański plan zarobku. Wieczorem jeden z chłopaków zadzwonił pod numer alarmowy policji. Próbując nieudolnie zmienić głos, zagroził, że w gimnazjum odpali ładunek, jeśli nie dostanie od dyrektora szkoły pieniędzy. Mundurowi sprawdzili kawałek po kawałku całą szkołę. I nie znaleźli ani śladu materiału wybuchowego. Szybko okazało się, że chłopcy zrobili sobie idiotyczny żart.
Kilkanaście dni wystarczyło policji na odnalezienie 13-letniego ucznia, z którego telefonu komórkowego ktoś dzwonił z pogróżkami. Chłopak przyznał się, że komórkę pożyczył starszemu o rok kumplowi swojego brata. Cała trójka znalazła się w rękach policjantów. Natychmiast przyznała się do dwóch rozmów, w których groziła eksplozją.
Teraz chłopakom na pewno nie jest do śmiechu. Staną przed sądem dla nieletnich, który zdecyduje o ich losie.