Trzy razy szybciej niż gdzie indziej - orzekła prof. Virginie Millien z Uniwersytetu McGill w Kanadzie i opublikowała wynik swoich badań w specjalistycznej "Public Library of Science Biology".
Laikowi ta liczba może wydać się błaha, ale ma doniosłe znaczenie. Bo oznacza, że procesy, które w normalnych warunkach trwają wieki, na odosobnionych wyspach przebiegają tak szybko, że da się je zaobserwować w ciągu jednego ludzkiego życia.
Zmiany dotyczą głównie wielkości zwierząt. Przystosowują się one po prostu do zmienionych, trudniejszych warunków. Ciasnota zmusza większe gatunki do zmniejszenia "objętości". Za to małe stworzenia - prof. Millien podaje przykład myszy z wysp w okolicach m.in. Walii - powiększają się, bo nie mają naturalnych wrogów.
Niestety, a może na szczęście, pani profesor nic nie pisze o możliwym wpływie odcięcia od świata na ludzi. Mogłoby się okazać, że potomkowie Robinsona Crusoe już po kilku pokoleniach znacznie różnią się od nas. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie proponuje przeprowadzenia takich badań...