"To nie do pojęcia" - powiedział ks. prałat Hanryk Jankowski o agentach, którzy na niego donosili. "Jestem rozczarowany, że właśnie te osoby współpracowały ze służbami" - przyznał. Wbrew zapowiedziom, nie ujawnił jednak ani jednego nazwiska.
Dlaczego? "Dostałem tylko część listy. A z tym, co mam, jeszcze nie zdążyłem się zapoznać" - poinformował Jankowski. "Jak dostanę wszystko, to wtedy wam powiem" - zapewnił dziennikarzy. Skąd taka wstrzemięźliwość? "Nie chcę popełnić błędu. Bo później ktoś powie, że ksiądz wiedział o kimś, a nie powiedział. A ja chcę ujawnić wszystkie nazwiska" - argumentował prałat.
Zdradził jednak, że na liście jest kilku działaczy NSZZ "Solidarność". Wśród około 30 nazwisk, które dziś otrzymał, nie widnieje jednak ani jeden duchowny. Ksiądz jest jednak przekonany, że jak otrzyma drugą część listy, na pewno znajdzie na niej co najmniej kilku księży. "Jestem pewien, że będą" - powiedział prałat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl