Chłopak pracował w nowohuckim kombinacie, przy ogromnych piecach. Pewnego dnia rozszczelnił się bok wypełnionego płynną stalą kolosa. Z powstałej rysy strzelił słup ognia. Akurat przechodził tamtędy Grzegorz. Ogień dosłownie zmiótł go z podłogi. Poparzeniu uległo ponad 80 procent jego ciała. Lekarze nie dawali mu szans.
"Z takimi obrażeniami nie powinien przeżyć" - kręci głową dr Krzysztof Cieślik, dyrektor oddziału oparzeń w krakowskim szpitalu im. Ludwika Rydygiera. Mimo że chłopak był skazany na śmierć, doktor postanowił zaryzykować.
Zastosował po raz pierwszy w Polsce opatrunki ze świńskiej skóry. Po usunięciu zwęglonych tkanek, wprost na ludzkie mięso wszywał płaty tkanki ze świń. Przeszczep przyjmował się znakomicie. Lekarze odetchnęli.