Za kilka dni minie ćwierć wieku od wprowadzenia stanu wojennego. Można się obawiać, że ta rocznica stanie się pretekstem raczej do rytuału niż do myślenia - odważnego, ufundowanego na ważnym i dramatycznym doświadczeniu z przeszłości. Na tym tle dyskusja wywołana publikacją w "Europie" eseju Andrzeja Walickiego jest podwójnie ciekawa. Pokazuje, dlaczego spory o PRL powinny być prowadzone w pewnej izolacji od sporów ideowych dzisiejszej polskiej demokracji - tych o liberalizm, sprawiedliwość społeczną czy modernizację. A jednocześnie uświadamia, że zachowanie takiej splendid isolation nie jest specjalnie możliwe. Przypomnijmy jedną z głównych tez Walickiego. Uważa on już nie tylko ideę Czwartej, ale także Trzeciej Rzeczpospolitej, za antyliberalny akt wykluczający po roku 1989 z polskiej debaty publicznej rządzące schyłkowym PRL elity postkomunistyczne (bo dla Walickiego komunizm właściwy, totalitarny, kończy się w Polsce wraz ze stalinizmem).
Odpowiadający mu Paweł Śpiewak uważa, że właśnie dla jakości polskiego liberalizmu ważna jest idea zbiorowej i indywidualnej odpowiedzialności za przeszłość. Nie czuje się też zmuszony do zaproponowanego mu przez Walickiego wyboru pomiędzy absolutyzmem moralnym a relatywizmem historycznym. Śpiewak chce też dowieść, że można być i liberałem, i antykomunistą, a także, iż można być surowym sędzią PRL, a jednocześnie nie zgadzać się z dążeniami sanacyjnymi obecnej władzy, jeśli przyjmują formy etatystyczne i odwołują się do anachronicznej - zdaniem Śpiewaka - kategorii społecznej mobilizacji.
Rafał Matyja przypomina, że prawdziwymi twórcami dyskursu "pryncypializmu moralnego", skierowanego przeciwko politykom rządzącym schyłkowym PRL, byli Adam Michnik i Jacek Kuroń, przedstawieni przez Walickiego jako gwaranci liberalnego traktowania postkomunistów. To dopiero zwrot polityczny roku 1989 sprawił, że ten język przestał być jego twórcom i najbardziej namiętnym użytkownikom do czegokolwiek potrzebny, stali się zatem jego najradykalniejszymi krytykami. Z kolei podstawowym błędem III RP nie jest dla Matyi odrzucenie liberalizmu, ale głęboka atrofia myślenia państwowego. Czy powróciło ono wraz z polityczną popularyzacją hasła IV RP, co do tego Rafał Matyja ma poważne wątpliwości.