Dziennik Gazeta Prawana logo

Filozofia i tyrania

5 listopada 2007, 12:11
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
O "Lekkomyślnym umyśle" Marka Lilli

Kiedy w 1923 roku Martin Heidegger objął katedrę filozofii w Marburgu, z całych Niemiec zaczęły się zjeżdżać grupki studentów przyciągnięte wieścią, że oto objawił się prawdziwy nauczyciel myślenia. Któregoś dnia na jego wykładzie pojawiła się młodziutka Hannah Arendt. W parę miesięcy później połączył ją z o wiele starszym i żonatym filozofem namiętny romans. Ich związek trwał nawet wtedy, gdy Hannah wyjechała do Heidelbergu, aby kontynuować studia pod kierunkiem bliskiego przyjaciela i zarazem filozoficznego adwersarza Heideggera - Karla Jaspersa.

Ale Historia - ta z dramatu Szekspira: krwawa opowieść szaleńca - nie pozwala im skupić się na bezinteresownym dociekaniu prawdy. Wibracje wywołane histerycznym wrzaskiem Führera i stukotem obcasów maszerujących za nim tłumów obalają wątłe mury Republiki Weimarskiej. Arendt, jak wielu intelektualistów pochodzenia żydowskiego, ratuje się przed śmiercią, emigrując. Inaczej jej niedawny kochanek: Heidegger zostaje rektorem uniwersytetu we Fryburgu, wstępuje do NSDAP, dostarcza filozoficznego uzasadnienia dla nazizmu, z obojętnością przyjmuje rozpaczliwe, pełne wyrzutów listy Hannah. Na emigrację, tyle że wewnętrzną, udaje się także Jaspers. Inaczej niż wielu rodowitych Niemców, nie porzuca na pastwę losu swej żydowskiej żony - chcą być sobie wierni do końca, a na wypadek aresztowania nie rozstają się z kapsułkami z trucizną.

Mijają lata, podczas których paroksyzmy dwu totalitaryzmów pozbawiają życia dziesiątki milionów ludzi. Wojna jest skończona. Heidegger staje przed komisją denazyfikacyjną. Sędziowie zwracają się o opinię do otoczonego powszechnym szacunkiem Jaspersa. Po namyśle postanawia on bronić dawnego przyjaciela. Ale pytanie, dlaczego tak genialny myśliciel jak autor "Bycia i czasu" mógł udzielić poparcia nieludzkiej tyranii, dręczy go aż do śmierci. To samo pytanie nurtuje Arendt. W jej ocenie intelektualna pasja, która skłaniała Heideggera do poszukiwania prawdy, stała także za jego poparciem dla Hitlera. "Pociąg do tyranii" jest bowiem wpisany w każdą wielką filozofię. Widząc we wszystkim działanie idei, wielcy myśliciele odrywają się od rzeczywistości, cechująca ich "namiętność myślenia" obdarza ich niezrównaną przenikliwością w kwestiach teoretycznych, ale czyni niebezpiecznymi w polityce. Zupełnie inaczej podchodził do tych spraw Jaspers.

W odkrytych pośmiertnie prywatnych notatkach zwracał się do dawnego przyjaciela: "Weź odpowiedzialność za swój własny dar! Oddaj go na służbę rozumu, realnych ludzkich wartości i możliwości, a nie na służbę magii!". Misją filozofa jest oddać się w służbę zwykłym ludzkim sprawom, chronić człowieka przed szaleństwem jego duszy, szukać umiaru i samoopanowania. Która z bliskich Heideggerowi osób lepiej zrozumiała jego hybris? To kluczowe pytanie, które stawia w swojej książce Mark Lilla. Znakomite, zwięzłe i precyzyjne analizy amerykańskiego badacza służą rozwikłaniu zagadki, jak to się stało, że tylu myślicieli XX wieku oddało swój geniusz w służbę tyranom. W tej galerii zdeprawowanych wielkości oprócz Heideggera mamy także Carla Schmitta, Waltera Benjamina, Alexandra Kojeve'a, Michela Foucault i Jacques'a Derridę.

Już samo to wyliczenie pokazuje, że "pociągu do tyranii" nie da się przypisać jednej opcji politycznej. Ulegali mu przecież zarówno myśliciele uchodzący za prawicowych, jak i zdeklarowani lewicowcy. Autora "Lekkomyślnego umysłu" nie zadowala także wyjaśnienie, jakiego udzielają historycy idei. Część z nich (z Isaiahem Berlinem na czele) wiąże filotyrańskie skłonności intelektualistów z dziedzictwem oświecenia. Jego absolutystyczny racjonalizm wykluczał wszelką różnorodność, gdyż żywił się przeświadczeniem, "że na wszystkie pytania moralne i polityczne istnieje tylko jedna prawdziwa odpowiedź, że owe odpowiedzi dostępne są za pośrednictwem rozumu i że wszystkie te prawdy są ze sobą zgodne".

Kłopot z tą interpretacją polega na tym, że łatwo można przeciwstawić jej inną opowieść, snutą przez tych historyków idei, którzy korzeni totalitaryzmu poszukują w irracjonalnych odmętach zeświecczonych religii, w rozmaitych ruchach millenarystycznych, mesjanistycznych czy szerzej - w myśleniu apokaliptycznym. Świadectwo historii stawia więc badacza tyranii przed nierozstrzygalnym dylematem. "Jeśli próbuje zrozumieć wyłącznie brutalność sowieckiego >>planowania<<, porażająco skuteczny nazistowski program eksterminacji Żydów (...) to może ulec pokusie obwinienia bezdusznego intelektualistycznego racjonalizmu, który miażdżył wszystko, co spotkał na swej drodze. Jeśli natomiast uderzyła go rola, jaką w nowoczesnej tyranii odegrało ubóstwienie krwi i ziemi, histeryczna obsesja na tle kategorii rasowych, gloryfikacja przemocy rewolucyjnej jako siły oczyszczającej (...) wówczas może ulec pokusie, by stwierdzić, że rozum skapitulował w obliczu irracjonalnych namiętności, które przewędrowały z religii do polityki".

Wyjaśnienia filotyrańskiej skłonności intelektualistów nie dostarcza także prześledzenie ról, jakie odgrywali w nowoczesnych społecznościach Zachodu. W służbę tyraniom oddawało się wielu intelektualistów "zaangażowanych", uformowanych w tradycji rewolucji francuskiej. Ale w Niemczech sytuacja przedstawiała się odwrotnie: tam poparcia politycznej przemocy udzielali z założenia apolityczni profesorowie uniwersyteccy, kultywujący tradycję ponadczasowej Wissenschaft.

Skoro ani rozum, ani mistycyzm, ani zaangażowanie, ani ponadczasowa apolityczność nie chronią przed wirusem filotyranii, to przyczyn podatności na niego trzeba poszukiwać głębiej. W tym celu Mark Lilla zwraca się ku Platonowi, szukając odpowiedzi na niepokojące pytanie zarówno w pismach wielkiego Greka, jak i w jego niefortunnej wyprawie do Syrakuz, gdzie autor "Państwa" podjął się edukacji młodego władcy.

Na przekór odwiecznej tradycji, która przypisywała Platonowi chęć zaprowadzenia rządów królów-filozofów, Lilla twierdzi, że nauczony doświadczeniem rodzinnych Aten myśliciel zamierzał przekonać nowego władcę Syrakuz, że "w polityce można mieć co najwyżej nadzieję na ustanowienie umiarkowanych rządów pod stałym panowaniem prawa". Próba zakończyła się klęską - Syrakuzy pozostały tyranią, a Platon ledwo uszedł z życiem. Uczeń nie pojął lekcji mistrza, która - zdaniem Lilli - polegała na wskazaniu, że źródłem filozofii i źródłem polityki, a więc troski o sprawy wspólne, jest to samo: miłość, pragnienie ziszczenia tkwiącego w ludzkiej duszy potencjału. Zarazem jednak, jak przestrzega zawarta w "Fajdrosie" metafora dwu skrzydlatych rumaków, istota miłości jest dwoista. Miłość pragnie dobra, ale mimowolnie może też służyć złu. Dlatego prawdziwa filozofia, tak jak i rozumna władza, polega na tym, by idąc za głosem miłości, jednocześnie zachować umiar i samokontrolę.

Tej lekcji Platona nie pojęły nie tylko legiony tyranów wszystkich czasów. Nie pojęło jej także wielu intelektualistów, którzy najpierw projektowali nieludzkie systemy, a potem wypisywali peany na cześć despotów.

O dziwo, tej lekcji nie rozumiała też, tak przecież przenikliwa i mądra, Hannah Arendt. Broniąc "namiętnego myślenia" swojego mistrza i kochanka, przeoczyła prawdę, którą przyswoił sobie Karl Jaspers: że "odpowiedzialność swój początek ma w erosie".

p

, ur. 1961, publicysta, współtwórca i rektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Tischnera. Opublikował m.in. książki "Kościół po komunizmie" (1995), "Zaangażowanie czy defensywa. Katolicy w życiu politycznym Polski i Niemiec" (wraz z M. Spiekerem, 1997) oraz "Kościół w czasach wolności" (1999). Obecnie jest senatorem z ramienia Platformy Obywatelskiej. W "Europie" nr 46 z 18 listopada br. opublikowaliśmy debatę z jego udziałem "Co uzdrowi polską szkołę".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj