Mariusz Muszyński, rządowy pełnomocnik do spraw kontaktu z Niemcami, obiecuje, że porozmawia z rządem w Berlinie o tym, jak traktowani są polscy ojcowie, którzy rozstali się z żonami
Niemkami i musieli zostawić w Niemczech swoje dzieci. Bo już wcześniej wielokrotnie słyszał o problemach, że gdy taki Polak przyjedzie do byłej żony, to nie może rozmawiać ze swymi dziećmi
po polsku.
Tyle że dopiero Wojciech Pomorski zdecydował się ujawnić szantaże niemieckich urzędników i podał ich do sądu.
Muszyński jednak nie podejrzewa, że Niemcy celowo upokarzają Polaków. Bo, jak twierdzi, skoro przy rozmowie ojca z dzieckiem musi być urzędnik państwowy, który nie zna polskiego, to jasnym
jest, że każe rozmawiać tylko po niemiecku. Ale uważa, że to jest techniczny problem, który można szybko rozwiązać. Dziwi go jednak to, że np. Francuzom czy Anglikom pozwala się rozmawiać
w ich ojczystym języku, a tylko nam nie.
Wojciech Pomorski, po rozwodzie z Niemką, chciał spotykać się ze swymi dwiema córeczkami. Jednak niemieckie urzędy zakazały rozmawiać mu z dziećmi po polsku. Dlatego skierował sprawę do sądu. A dziś zaczął się proces.