Właściciel samochodu był niedaleko miejsca tragedii. To 60-letni mieszkaniec Zakopanego. "Twierdzi, że zostawił samochód na biegu i zaciągnął hamulec ręczny" - powiedziała dziennikowi.pl Monika Broś z zakopiańskiej policji. "W tej sytuacji powołamy biegłego, który zbada samochód i stwierdzi, jak było naprawdę" - dodała.
Zakopiańczyk zaparkował swoje auto w pobliżu stacji przekaźnikowej na szczycie Gubałówki. Citroen - nikogo nie było już w środku - zaczął toczyć się w stronę zbocza, przejechał
przez barierkę i z dużą szybkością zjechał kilkaset metrów w dół.
Ludzie, którzy widzieli rozpędzone auto, ostrzegali się krzykiem. Niestety, 12-latka nie znała polskiego i nie zdążyła uskoczyć. Samochód uderzył w grupę ludzi. Na miejscu zabił
12-letnią Izraelkę, turystce z Rosji złamał nogę.
TOPR dostał sygnał o tragedii jako pierwszy i wysłał tam migłowiec. Maszyna jednak nie lądowała, bo na miejsce dotarły w tym czasie karetka i policja.