Apteki to nie są zwykłe sklepy, dlatego ich wolny rynek nie obowiązuje - tak wiceminister zdrowia Bolesław Piecha broni pomysłu Ministerstwa Zdrowia. Wiceszef resortu w rozmowie z dziennikiem.pl otwarcie przyznaje, że wzmocni to pozycję już istniejących aptek. Czyli aptekarski monopol. Ale ma też ponoć poprawić jakość usług. Jak? Tego już nie wiadomo.
"To ograniczanie wolności gospodarowania" - twierdzi prof. Piotr Winczorek. W rozmowie z dziennikiem pl. tłumaczy, że apteki to normalne przedsiębiorstwa handlowe. "Czy to jest apteka, czy sklep z guzikami, czy z włoszczyzną, to popyt na towar decyduje o tym, czy warto otwierać nowe placówki" - tłumaczy. Zupełnie nie zgadza się z pomysłem resortu zdrowia, który chce narzucić nam liczbę aptek.
"To nie ma sensu. Przecież to rywalizacja wymusza podniesienie jakości" - dziwi się prof. Winczorek. Nie może pojąć, jak zmniejszanie liczby aptek ma pomóc pacjentom. "Może aptekarze po prostu boją się konkurencji?" - zastanawia się.
Wątpliwości nie ma Elżbieta Radziszewska z PO. "To są działania korporacyjne. Aptekarze od wielu lat forsowali ten pomysł" - tłumaczy w rozmowie z dziennikiem.pl. Izba aptekarska przypominała o swoich pomysłach zawsze, kiedy zmieniano prawo farmaceutyczne. I teraz resort wreszcie to podchwycił. "Ale to jest działanie na korzyść aptekarzy, a na niekorzyść pacjenta" - grzmi Radziszewska.
Posłanka PO tłumaczy, że na jakość handlu najlepiej wpływa konkurencja. "Im mniejsza konkurencja, tym od razu jakość usług gorsza i ceny wyższe" - twierdzi i podaje przykład: Jeżeli starsza pani, która ma trudności z poruszaniem, będzie musiała iść trzy kilometry do apteki, a potem jeszcze trzy, żeby sprawdzić, czy w następnej nie jest taniej, to zapewne kupi w tej najbliższej, nawet jeśli będzie musiała wydać więcej. Radziszewska przypomina też, że ministerstwo chce zrezygnować z promocji, z których teraz wszyscy bardzo chętnie korzystamy.
Radziszewska nie ma wątpliwości, że pomysł ministerstwa doprowadzi do wzrostu cen leków. "Każda monopolizacja psuje rynek. W aptekach też" - podkreśla. "Jeśli aptekarze chcą apteki co trzy kilometry, niech przyjmą wariant szwedzki. Tam apteki są publiczne i nie zarabiają na handlowaniu lekami" - tłumaczy.