Dziennik Gazeta Prawana logo

Niepewni sojusznicy

5 listopada 2007, 12:11
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Najważniejszym elementem nowej amerykańskiej strategii w Iraku jest zmiana nastawienia wobec Iranu i Syrii - zauważa Herfried Münkler. Państwa te mają stać się aktywnymi uczestnikami procesu pacyfikacji Iraku. Ten zasadniczy element niesie w sobie zarazem największe ryzyko - gwałtownie zawęża pole manewru USA na Bliskim Wschodzie i oznacza również "rezygnację z dalekosiężnych planów wprowadzenia w całym regionie nowego ładu politycznego".

p

Przez jakiś czas rozważano drastyczne powiększenie obecności wojsk amerykańskich w Iraku, obecnie jednak wygląda na to, iż nowa strategia USA polegać będzie na znacznym zmniejszeniu liczby żołnierzy amerykańskich w tym kraju - mówi się nawet o wycofaniu połowy stacjonujących tam oddziałów. Być może administracja amerykańska po długim ociąganiu się dojdzie wreszcie do wniosku, że w Iraku nie jest w stanie postawić na swoim. To także ma na myśli świeżo desygnowany sekretarz obrony Robert Gates, kiedy mówi, że wojna w Iraku jest już nie do wygrania. Celem nowej strategii, jaką zaproponowała komisja Bakera-Hamiltona, jest uniknięcie ostatecznej klęski.

W jaki jednak sposób zmniejszenie o połowę sił, którymi nie udało się wygrać wojny, zapobiec ma temu, by nie została ona przegrana? Należy przypuszczać, że chodzi tutaj o strategię wyjścia, która zakończy się paniczną ucieczką ostatnich pozostających w tym kraju Amerykanów, tak jak można było to obserwować przed 30 laty w Wietnamie. Jednak ta nasuwająca się paralela nie musi być nieuchronna. W rzeczywistości bowiem przeznaczone do wycofania siły zbrojne USA od dłuższego już czasu nie działały w Iraku skutecznie. W obliczu konfliktu, który coraz bardziej przekształca się w wojnę domową między szyitami i sunnitami, oddziały te były trzymane w swoich bazach, gdzie stawały się celem zamachów, zamiast przyczyniać się w istotny sposób do pacyfikacji kraju. Stąd też wycofanie tych sił nie pogorszy i tak już trudnej sytuacji.

Decydującym czynnikiem w nowej strategii USA wobec Iraku jest jednak nie tyle wycofanie oddziałów, ile zaproponowane zbliżenie z Syrią i Iranem, o którym w przeszłości mówiono od czasu do czasu, ale do którego nigdy w praktyce nie doszło. W rzeczywistości oznacza to szeroko zakrojoną rewizję celów i zamiarów, do jakich dążyła pierwotnie administracja Busha w wojnie z Irakiem. Miano bowiem nadzieję na stworzenie w Iraku rodzaju przyczółka politycznego, z którego można będzie nie tylko wywierać polityczny - a w razie konieczności także militarny - nacisk na Syrię i Iran, ale który byłby politycznie i gospodarczo na tyle atrakcyjny, że stałby się wzorcem do naśladowania dla sąsiednich krajów. Ten projekt USA nie powiódł się, a propozycje komisji Bakera-Hamiltona są jedynie świadectwem tej porażki.

W obliczu tych amerykańskich celów podnoszony nieustannie zarzut, że Syria oraz Iran wspierają iracki opór i usiłują sprowokować w kraju wojnę domową, jest przekonujący. Ale z takim przeciwdziałaniem obu tych państw USA powinny się były liczyć - właśnie ze względu na realizowane przez siebie cele. To, że nie brały go pod uwagę, było więcej niż zaniedbaniem. W propozycjach komisji Bakera-Hamiltona wyciągnięto z tego faktu wnioski: poprzez włączenie Syrii i Iranu do projektu pacyfikacji Iraku zlikwidowany zostanie nacisk, jaki chciano wywrzeć na obydwa kraje za sprawą uwieńczonej sukcesem zmiany reżimu w Iraku. W nowej strategii kraje te z politycznych pacjentów stały się lekarzami. Jest to równoznaczne z daniem przez USA politycznej gwarancji reżimom w obu krajach - oto najistotniejszy element zmiany amerykańskiej strategii.

Sukces nowej strategii będzie w dużej mierze zależał od tego, czy polityczne koncesje uczynione Syrii i Iranowi w zamian za ich włączenie się w proces pacyfikacji Iraku będą wystarczająco duże, by skłonić oba kraje do współpracy. To właśnie - a nie wycofanie oddziałów - stanowi piętę achillesową nowej amerykańskiej strategii. Przez to bowiem zagrożona jest cała dotychczasowa konstelacja sił politycznych w regionie - począwszy od wpływu Syrii na kwestie wewnątrzlibańskie, a skończywszy na irańskim programie atomowym. Ale bez ustępstw amerykańskich w obu tych punktach nie dojdzie do współpracy z Syrią i Iranem. Jeżeli natomiast oba kraje włączą się w proces pacyfikacji, wypuszczą z rąk najważniejszy środek nacisku, jaki obecnie posiadają w stosunku do USA.

Ameryka musi więc zapłacić wysoką polityczną cenę, jeśli chce, by jej zarysowująca się właśnie nowa strategia wobec Iraku odniosła sukces. Cena ta oznacza w praktyce rezygnację z dalekosiężnych planów wprowadzenia w całym regionie nowego ładu politycznego. Jednak zwykłe wycofanie się (takie jak w Wietnamie) jest tutaj niemożliwe - iracka ropa odgrywa zbyt wielką rolę w gospodarce światowej. Tym razem USA nie mogą wyjść z zajętych terytoriów, pozostawiając za sobą gruzowisko. Mimo wszystko mogą jeszcze liczyć na to, że oś Teheran-Damaszek przestanie być tak mocna, a persko-arabski antagonizm odzyska znaczenie utracone w wyniku amerykańskiej interwencji. Wtedy polityczne pole manewru USA w regionie znów by się powiększyło.

p

, ur. 1951, profesor nauk społecznych na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, członek Berlińsko-Brandenburskiej Akademii Nauk, specjalizuje się w teorii wojny. Opublikował m.in. "Machiavelli" (1982), "Thomas Hobbes" (1993), "Über den Krieg" (2002). Po polsku ukazały się "Wojny naszych czasów" (2004). W "Europie" nr 36 z 9 września br. opublikowaliśmy jego tekst "Strach oznacza klęskę".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj