Polacy w szeregach Północnoirlandzkich Sił Policyjnych (PSNI) będą traktowani jak "kolaboranci i najemnicy" oraz "uczestnicy konfliktu, którego nie są częścią" - pisze partia Sinn Fein w specjalnym oświadczeniu dla prasy. O jaki konflikt chodzi? Od 1916 roku IRA i irlandzcy nacjonaliści prowadzą z Wielką Brytanią wojnę o niepodległość. Walka ta przerywana jest porozumieniami i zawieszeniami broni, ale policjanci - jako przedstawiciele brytyjskiej władzy - od zawsze byli na celowniku irlandzkich bojowników.
Tylko że policja w Irlandii ogłosiła niedawno nabór. W swoje szeregi zaprasza wszystkich - bez względu na narodowość i wyznanie. Dlatego na 7,7 tysięcy ofert prawie tysiac kandydatów to właśnie polscy emigranci. "Niech Polacy pracują sobie w Irlandii Północnej, ale nie zgadzamy się, by trafiali do policji" - głosi Sinn Fein w gazecie "Belfast Telegraph".
Choć IRA jest podzielona i jej najważniejsza frakcja w lipcu 2005 roku ogłosiła zawieszenie broni, radykałowie i najbardziej zagorzali przeciwnicy Wielkiej Brytanii nie zamierzają się poddawać. A w przeszłości IRA już wielokrotnie pokazała, że chętnie sięga po krwawe metody walki.
W 1984 roku próbowali zabić w zamachu bombowym brytyjską premier Margaret Thatcher. Zginęło pięć osób, szefowa rządu ledwo uszła z życiem. W 1991 roku ostrzelali moździerzem siedzibę brytyjskiego premiera przy Downing Street w Londynie. W sierpniu 1998 roku bomba podłożona przez IRA w Omagh zabiła 29 osób. Setki osób trafiły wtedy do szpitali.