Matka właśnie popijała sobie w najlepsze alkohol, kiedy jej 2,5-letni synek niepostrzeżenie wyszedł z domu na mróz. Chłopczyk z Wolina w Zachodniopomorskiem w samej piżamie i bez butów przespacerował prawie półtora kilometra. Trafił do szpitala z poważnymi odmrożeniami.
Była noc, a temperatura spadła osiem stopni poniżej zera. I gdyby nie szybka reakcja jednego z mieszkańców wsi, który znalazł malca leżącego w śniegu, chłopiec prawdopodobnie by zamarzł.
Maluch trafił najpierw do szpitala w Kamieniu Pomorskim, ale jego obrażenia były na tyle poważne, że przewieziono go do Szczecina - informuje radio RMF. Dziecko ma odmrożenia drugiego i trzeciego stopnia. Najgorzej jest z jego stopami. Lekarze boją się, że konieczna może być amputacja. Na ciele chłopca jest też wiele zadrapań - malec przedzierał się przez krzaki.
Matka chłopca najpewniej będzie się musiała tłumaczyć przed sądem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|