W Polskiej bazie będzie około tysiąca amerykańskich żołnierzy. Powstaną dla nich specjalnie koszary, a raczej - według amerykańskich standardów - hotele, stołówka, oczyszczalnia ścieków, sklepy, parkingi - słowem, całe nowe miasteczko. Jej sercem będą silosy schowane głęboko pod ziemią. Będą w nich wyrzutnie pocisków zdolnych zestrzelić wrogie rakiety. Koszt budowy bazy to miliard dolarów, dwa razy tyle ma kosztować jej wyposażenie.

Wokół samego jądra bazy, w której będzie 10 wyrzutni rakiet przechwytujących, rozciągać się będzie w promieniu pół kilometra ścisła strefa bezpieczeństwa. Wstęp będzie mieć tam zaledwie kilkunastu żołnierzy, którzy będą mieli prawo obsługiwać czerwone guziki, przeznaczone do odpalania rakiet. Przez cały okres kilkugodzinnej służby śledzić będą uważnie ekrany monitorów, na których pojawiają się dane wywiadowcze.

Kolejna strefa rozciągać się będzie w promieniu 4,5 km i będzie najeżona czujnikami ruchu. W założeniu nie powinna się przez nią prześliznąć nawet mysz.

Dopiero w odległości 14 kilometrów od rakietowych silosów ludzie będą mogli się swobodnie poruszać.

System obrony antyrakietowej, czyli tzw. tarcza antyrakietowa, ma bronić przed ograniczonym atakiem rakietowym ze strony "państw zbójeckich" jak Korea Północna i Iran. Składa się z rakiet przechwytujących, które mają zestrzeliwać w powietrzu nadlatujące pociski nieprzyjaciela oraz naziemnych radarów i czujników wczesnego ostrzegania.

W zamian za rozlokowanie na naszym terenie tarczy Polska domaga się od Amerykanów wsparcia wojskowego, w tym nowoczesnych baterii rakiet Patroit.