"Jeśli te oskarżenia się potwierdzą, to jest to przerażająca sprawa" - tak minister zdrowia, Zbigniew Religa, komentuje w TVN24 artykuł w najnowszym wydaniu "Gazety Polskiej".

Według lekarzy, do których zeznań dotarła gazeta, anestezjolodzy z białostockiego szpitala podawali chorym trafiającym na oddział roztwór leku thiopental. Wprowadza on mózg w stan śpiączki i wyłącza wszystkie odruchy organizmu. Tygodnik twierdzi, że lekarze mogli stosować go do uśmiercania pacjentów, od których później pobierano narządy do przeszczepów.

"Anestezjolog, który znajdzie potencjalnego dawcę i doprowadzi do pobrania od niego narządów, dostaje około dwóch tysięcy złotych" - tłumaczy gazecie białostocki lekarz.

Dwóch lekarzy dowiedziało się o całej aferze od kolegi, który ze szczegółami opowiadał o mordowaniu pacjentów. Oni przekazali to prokuraturze. Teraz trwa śledztwo, ale śledczy nie chcą ujawnić żadnych szczegółów. Także resort zdrowia odmawia komentarza.

Jak dowiedział się dziennik.pl, do CBA trafiło już podejrzenie o możliwym związku afery w Białymstoku ze sprawą lekarza Mirosława G. - ordynatora kliniki kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie - zatrzymanego pod zarzutem zabójstwa i korupcji. Informatorzy CBA podejrzewają, że narządy pobrane w szpitalu w Białymstoku były przeszczepiane pacjentom w Warszawie.