W listopadzie 2006 roku policjant w Komendzie Wojewódzkiej w Katowicach odebrał SMS-a o podłożeniu ładunków wybuchowych na dworcach w Katowicach, Raciborzu i Warszawie przez ugrupowanie
terrorystyczne. Policja ostrzeżenie potraktowała poważnie. Ruch na tych dworcach został zatrzymany. Na szczęście alarm okazał sie fałszywy.
Rozpoczęły się poszukiwania dowcipnisia. Szybko ustalono, że SMS został wysłany z Holandii Tamtejsza policja pomogła polskim kolegom ustalić, kto jest właścicielem telefonu, z którego
wysłano fałszywe ostrzeżenie. Był nim Polak z okolic Raciborza.
Katowiccy policjanci zatrzymali mężczyznę w jego rodzinnej miejscowości, kiedy przyjechał odwiedzić matkę. Znaleźli przy nim kartę SIM, którą wykorzystał do tego przestępstwa. 24-latek przyznał się do winy. Fałszywy alarm bombowy był głupim żartem, który wpadł mu do głowy po pijanemu. Teraz za to zapłaci, a może to być nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.
We wtorek katowicki sąd skazał na rok i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu mężczyznę, który w sierpniu ubiegłego roku wywołał podobny fałszywy alarm na dworcu PKP w Katowicach. Ewakuowano wtedy ok. tysiąca podróżnych, a dworzec był nieczynny ponad dwie godziny. Sąd postanowił również, że sprawca zapłaci za akcję służb ratowniczych.