Urzędnicy nauczą się więc, by o śmierci najpierw mówić rodzinie, a dopiero potem dziennikarzom. Bo w tak delikatnej sprawie rząd może zacząć łatwo tracić zaufanie. A jeśli do tego władze nie dadzą sobie rady z odpowiednim informowaniem bliskich, to poparcie dla koalicji spadnie bardzo szybko.
"Przygotowujemy się też na atak Giertycha i Leppera, którzy w takiej sytuacji będą chcieli pokazać, że są przeciw interwencji w Afganistanie" - zdradza "Newsweekowi" rzecznik jednego z resortów kierowanych przez PiS.
Jednak według ekspertów nie ma jednej dobrej recepty, jak mówić o śmierci. Jedyne, co można zrobić, to zachować kilka podstawowych reguł. O poległym żołnierzu musi mówić wyłącznie szef MON, a na pogrzebie muszą koniecznie być najwyższe władze państwowe. A najważniejsze to przygotować Polaków, że w Afganistanie nie będzie tak łatwo jak w Iraku.
O wiele więcej doświadczenia w informowaniu o sytuacjach kryzysowych mają Amerykanie, którzy wycofali się z Wietnamu m.in. pod naciskiem presji opinii
publicznej - przypomina tygodnik. W czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku Pentagon wydał zakaz fotografowania wracających stamtąd trumien z ciałami żołnierzy.
"Amerykanie zrozumieli, że ogromne znaczenie ma nawet pojedyncze zdjęcie czy wypowiedź" - mówi "Newsweekowi" dr Bohdan Szklarski, politolog i amerykanista.