W ciągu tygodnia profesor powinien wrócić do normalnego trybu funkcjonowania - zapowiedzieli lekarze. Mówili, że by pozbyć się guza, musieli usunąć Relidze połowę lewego płuca. Na razie nie wiadomo, jak długo potrwa jeszcze leczenie ministra. Najpierw trzeba dokładnie zbadać wyciętego guza. Wtedy będzie można powiedzieć, jak bardzo zaawansowana była choroba.

Operację prowadził zespół kierowany przez prof. Tadeusza Orłowskiego, szefa kliniki chirurgii warszawskiego Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc.

Profesor Religa rano był dobrej myśli. "Wolę oczywiście być po drugiej stronie, w białym kitlu niż w białej koszuli, ale jak widać, nie denerwuję się" - mówił. Zapowiadał, że wygra i do pracy wróci w połowie miesiąca. "Nie byłoby sensu wracać za wcześnie i pokazywać wszystkim, jak zmagam się z pooperacyjnym bólem" - tłumaczył dziennikarzom Religa. Dlatego zapowiadał, że za ministerialnym biurkiem siądzie znów pewnie 15 lub 16 czerwca.

Minister zdrowia jeszcze raz dziękował swojej sekretarce, która wysłała go na badania profilaktyczne, bo zauważyła, że jej szef źle wygląda. Gdyby do lekarza poszedł pół roku później, szanse wyzdrowienia byłyby znacznie niższe. Teraz Religa zaleca wszystkim częste wizyty w gabinecie lekarskim.

Operacja ministra wypadła w czasie strajku lekarzy. Na szczęście dla niego warszawski Instytut nie przyłączył się do protestu. Zresztą nawet gdyby tak było, zabieg profesora Religi byłby potraktowany jako ratujący życie i byłby przeprowadzony.

Operacja była prowadzona w całkowitym znieczuleniu. Lekarze musieli założyć profesorowi specjalne dreny z boku klatki piersiowej. Chirurdzy ściągnęli mu także z płuc płyn. Dreny w ciele pacjenta będą znajdować się jeszcze od trzech do pięciu dni po operacji.

Klatka piersiowa profesora Religi została otwarta, tak by chirurdzy mieli jak najlepszy dostęp do chorego płuca. Ponieważ nowotwór wykryto u ministra zdrowia we wczesnym stadium, to operacja polegała na miejscowym wycięciu guza.

Reklama

Po operacji profesor Religa nie będzie mógł przez jakiś czas funkcjonować bez urządzenia pomagającego mu w oddychaniu. Jeszcze w dniu operacji, ale wieczorem, po przebudzeniu, minister powinien przynajmniej usiąść na krześle. Na drugi dzień rano po operacji powinien zacząć chodzić.

Potem ministra czeka rehabilitacja. Im wcześniej zacznie się ruszać i robić małe przebieżki po szpitalnych korytarzach, tym szybciej będzie zdrowiał.

Blisko 40 proc. tego typu operacji kończy się różnego rodzaju powikłaniami. "Jestem tego świadom, bardziej niż kto inny" - mówił Religa.