Medycy boją się jednak, że rząd obieca pieniądze, a później środki te trafią do innych zawodów, które też będą strajkować. Stąd pomysł na układ zbiorowy. Bo jeśli obie strony konfliktu podpiszą porozumienie, to potem - gdyby do służby zdrowia trafiło mniej pieniędzy - lekarze mogliby zaskarżyć rząd do sądu.
Lekarze strajkują już od 17 dni. Domagają się podwyżek do 5-7 tysięcy zł miesięcznie i zmian w systemie ochrony zdrowia. Marszałek Sejmu Ludwik Dorn oskarżył medyków, że dążą do
pełnej prywatyzacji służby zdrowia.
Najpierw zaczęło się od bezterminowego protestu, w którym pracowali tak jak na ostrych dyżurach. Nie przyjmowali chorych, którzy mieli wyznaczone terminy badań czy operacji. Zajmowali się
tylko tymi, którzy nagle zachorowali. Od kilku dni protest jednak się zaostrzył. Lekarze składają masowe wypowiedzenia z pracy.
Dziś w Suwałkach i Łomży zrezygnowało z pracy aż 200 z nich. Także w innych regionach kraju w ponad 200 strajkujących szpitalach i przychodniach większość lekarzy składa wypowiedzenia. W
poniedziałek do strajku przyłączą się lekarze z Łódzkiego.
Medycy zrywali wszystkie negocjacje z rządem. Nie zgadzali się na 30-procentowe podwyżki i na to, by z władzami negocjowały także pielęgniarki i technicy medyczni.