Syndromem Gardnera psychologowie określają sytuację, gdy jedno z rodziców zostaje przez dzieci odrzucone. Powodem jest zachowanie drugiego rodzica, który nastawia maluchy negatywnie: oskarża o brak miłości, mówi dzieciom: "mama/tata was już nie kocha" itp. Właśnie tak było w domu 7-latek Marii i Michaliny Dobrzyńskich - sąd uznał, że ich matka Izabela zmanipulowała dziewczynki, nastawiła je wrogo do ojca.

Reklama

Z zeznań kuratorów, psychologów i relacji samych rodziców faktycznie wynika, że dzieci krzykiem, strachem i płaczem reagowały na spotkania z tatą. Ponieważ mężczyzna winą za całą sytuację obarczył matkę, sąd zdecydował, by dla dobra bliźniaczek całkowicie odłączyć je od obojga rodziców.

Jak do tego doszło? Walka między Izabelą i Cezarym trwa praktycznie od momentu narodzin dziewczynek. Po ich przyjściu na świat we wrześniu 1999 r. relacje między małżonkami pogorszyły się. "Mąż mnie bił, nie zajmował się dziećmi, proponował, żebym oddała je jego matce" - opowiada Izabela. W kwietniu 2001 r. Dobrzyńska wraz z dziećmi wyniosła się do swoich rodziców do Działdowa. Ojciec odwiedzał ją i dziewczynki niemal zawsze w towarzystwie swoich rodziców.

Do 2002 r. relacje dzieci z ojcem były dobre. Potem nagle coś się zepsuło. Izabela poinformowała prokuraturę, Niebieską Linię i Fundację Dzieci Niczyje o rzekomych pedofilskich zachowaniach swego męża. Dzieci na widok ojca zaczęły bowiem reagować histerią. Odmawiały brania od niego prezentów, nie chciały chodzić na spacery, chowały się za matką. Podobnie zaczęły reagować na dziadków ze strony taty. Dobrzyńscy postanowili się rozwieść.

W 2004 r. sąd orzekł o rozwiązaniu związku małżeńskiego i ograniczył ich rodzicielskie prawa, ustanawiając nadzór kuratora. Dorośli ludzie nadal nie potrafili jednak dojść do porozumienia. Kłócili się, nasyłali na siebie policję. Pisali na siebie skargi do sądu: ojciec o utrudnianie kontaktów z dziećmi, matka o katastrofalnym wpływie ojca na psychikę dziewczynek. Ojciec chciał widzieć je bez towarzystwa matki. Dzieci nie chciały. Sąd nakazał kontakty pod okiem psychologów, ale to nic nie pomogło.

W końcu rok temu Sąd Rejonowy w Warszawie zawiesił kontakty ojca z córkami. "Gdy Cezary Dobrzyński przybył na ślubowanie pierwszoklasistów, w którym uczestniczyły jego córki (rozpoczęcie roku szkolnego 2006/2007), dziewczynki spostrzegły go wśród rodziców, zaczęły reagować panicznym strachem, chowaniem się za dzieci, wycofywaniem się z uczestnictwa w uroczystości" - podaje w uzasadnieniu postanowienia sędzia Cezary Skwara.

W ostatniej ze spraw państwa Dobrzyńskich, w maju, sąd rodzinny nakazał obojgu poddanie się indywidualnej terapii dla rodziców dzieci dotkniętych syndromem Gardnera, a dziewczynki polecił odizolować od matki, umieszczając je w zamkniętym ośrodku opiekuńczo-wychowawczym, i tam też poddać je leczeniu. "Z pozostawieniem małoletnich w okresie terapii przy matce łączy się bowiem ryzyko dalszego negatywnego oddziaływania p. Dobrzyńskiej na małoletnie w postaci indoktrynacji i kontynuacji zachowań obliczonych na wyparcie ojca z życia małoletnich" - uzasadniał sąd.

Jak rodzice przyjęli wyrok? Matka jest załamana. "To chore" - twierdzi Izabela Dobrzyńska. "W domu dziecka będą miały lepiej niż u siebie w domu? Jestem pedagogiem i wiem, że to będzie dla nich ogromna trauma".

Maria i Michalina mieszkają z mamą w malutkiej kawalerce na warszawskiej Ochocie. Mieszkanko zdobią zdjęcia mamy i dziewczynek, na półkach stoją książki. Nie ma zdjęć taty. Dziewczynki są radosne, w szkole znakomicie się uczą. Czy naprawdę w domu dziecka będą miały lepiej? "Z pewnością tak" - uważa Cezary Dobrzyński. "Ja też chcę być ich ojcem w rzeczywistości, a nie na papierku, a moja żona mi to uniemożliwia".