Przekroczenie uprawnień - taki zarzut usłyszą sędziowie i prokuratorzy, gdy już stracą immunitet. IPN zarzuca im, że wiele wydanych w początku stanu wojennego wyroków było całkowicie bezprawnych.

Reklama

"Prokuratorzy, którzy oskarżali, i sędziowie wydający wyroki opierali się na prawie nieobowiązującym w czasie, którego dotyczyły zarzuty. Przepisy o stanie wojennym weszły w życie dopiero 17 grudnia, a zarzuty i wyroki dotyczyły wydarzeń sprzed tej daty. Dlatego wiele wyroków za udział w strajkach w 1981 roku było bezprawnych. Wiele osób, które organizowały protesty czy kolportowały ulotki, było skazywanych w tzw. szybkich procesach" - mówi Ewa Koj, naczelnik pionu śledczego katowickiego IPN.

Z informacji DZIENNIKA wynika, że IPN chce postawić zarzuty siedmiu prokuratorom oraz siedemnastu sędziom. "To będzie zaskoczenie dla środowiska, które niemal nie pamięta, kto co robił ponad ćwierć wieku temu" - mówi jeden z naszych rozmówców z IPN.

Jednak do przedstawienia zarzutów funkcjonariuszom wymiaru sprawiedliwości droga jest jeszcze długa. Na razie nie zostali nawet przesłuchani. Żeby przesłuchać sędziów czy prokuratorów, trzeba się zwrócić do sądów dyscyplinarnych o uchylenie immunitetu. Dopiero od ich zgody zależy, czy sędziowie i prokuratorzy usłyszą zarzuty.

Od ubiegłego roku prokuratorzy oddziału IPN w Katowicach prowadzą śledztwo w sprawie wyroków za czyny popełnione przez trzy dni na początku stanu wojennego. Przeanalizowali już wyroki wydawane na początku stanu wojennego w dawnych województwach katowickim, bielskim i częstochowskim oraz akta spraw prokuratorskich. W ten sposób powstał wykaz sędziów i prokuratorów, którzy złamali w czasie stanu wojennego prawo. Przesłuchano działaczy "Solidarności", którzy za udział w strajkach od 13 do 16 grudnia 1981 roku zostali skazani na lata więzienia. W aktach prowadzonych śledztw pojawiają się nazwiska prokuratorów i sędziów, którzy nadal pracują w wymiarze sprawiedliwości.

Za "rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji" czy "nawoływanie do niepokojów" skazywano na długie więzienie. Na własnej skórze przekonał się o tym Zbigniew Kupisiewicz, redaktor "Wolnego Związkowca", gazetki, która ukazywała się w Hucie Katowice. Wraz z nim skazano pięcioro innych działaczy. "Oskarżono mnie o nawoływanie do zabójstwa działaczy PZPR i znieważanie organów władzy. W procesie oskarżycielem był prokurator Roman Cockiewicz. Twierdził, że byliśmy największymi wrogami ówczesnego systemu. Dla mnie żądał 10 lat więzienia" - wspominał Kupisiewicz. Wyrok zapadł w styczniu 1982 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach, pod przewodnictwem sędziego Andrzeja Rembisza, skazał go na pięć i pół roku więzienia. Pozostali działacze dostali od trzech lat do sześciu i pół roku.
Na razie nie wiadomo, kto spośród sędziów i prokuratorów ze śląskiego wymiaru sprawiedliwości jest wśród tych, którym IPN chce postawić zarzuty. Do czasu odebrania im immunitetów to tajemnica.

W pamięci działaczy opozycji zachowały się nazwiska innych sędziów, którzy skazywali w czasie stanu wojennego: Eugeniusz Czora, Jan Dybek, Stanisław Raszka, Gerard Jankowiak, Jan Góra, Krystyna Dolata czy Barbara Misztalska. Kierował nimi ówczesny przewodniczący Wydziału IV Karnego sędzia Marian Rak.
Czora był rzecznikiem w Sądzie Okręgowym w Katowicach, sędzia Rembisz - przewodniczącym wydziału, sędzia Misztalska jest przewodniczącą Wydziału II Karnego w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach, a sędziowie Dybek i Raszka orzekają w tym sądzie. Oskarżający w jednym z procesów przeciwko hutnikom Jan Kozak trafił do Prokuratury Okręgowej w Katowicach, a Cockiewicz zakończył karierę jako prokurator prokuratury apelacyjnej.

Sędziowie i sądy powszechne oraz prokuratorzy na Śląsku zasługiwali na pełne zaufanie służb bezpieczeństwa. Opinie bardzo uległego i blisko związanego z SB miał ówczesny (nieżyjący już) wiceprokurator wojewódzki Edmund Nakonieczny.
"Sądy cywilne wykazały całkowite posłuszeństwo i gorliwość w spełnianiu poleceń oraz brutalność w zachowaniu przewyższającą, a w każdym razie nie mniejszą niż przewidywane cechy sądów wojskowych. W sprawach, które na skutek niejasności w przepisach w pierwszych dniach stanu wojennego wpłynęły do Sądu Wojewódzkiego w Katowicach zamiast do Sądu Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu, sędziowie wojewódzcy zachowywali się w sposób szczególnie arogancki, traktowali oskarżonych gorzej niż kryminalistów i chcąc przypodobać się władzom, wydawali drakońsko surowe wyroki" - twierdził w swoich wspomnieniach mec. Jerzy Kurcyusz, obrońca w wielu procesach politycznych na Śląsku.



Najgłośniejsze procesy w czasie stanu wojennego na Śląsku

• W trybie doraźnym Sąd Wojewódzki w Katowicach skazał w lutym 1982 roku za zorganizowanie i kierowanie strajkiem okupacyjnym w Hucie Katowice: Wojciecha Marusińskiego na 7 lat pozbawienia wolności, 20 tys. zł grzywny i 10 tys. zł na Skarb Państwa; Henryka Rennera - 5,5 roku więzienia, 15 tys. zł grzywny i 9 tys. zł na SP; Zbigniewa Sobolewskiego - 6 lat więzienia i 15 tys. zł grzywny; Ryszarda Bidzińskiego - 4,5 roku więzienia i 15 tys. zł grzywny, Jana Leguta - 4,5 roku więzienia, 15 tys. zł grzywny. W procesie orzekali: Jan Góra (przewodniczący), Eugeniusz Czora, Barbara Misztalska, Danuta Gontarczyk. Oskarżał prokurator Jan Kozak.

• Następnym głośnym procesem w Sądzie Wojewódzkim w Katowicach był tzw. proces redaktorów "Wolnego Związkowca", biuletynu wydawanego w Hucie "Katowice". Sąd pod przewodnictwem sędziego Andrzeja Rembisza przy udziale Krystyny Dolaty i Marii Sobolewskiej-Micek skazał w trybie doraźnym 5 stycznia 1982 roku: Henryka Doczyka na 6,5 roku więzienia i 4 lata pozbawienia praw publicznych; Zbigniewa Kupisiewicza na 5,5 roku więzienia; Aleksandrę Trzaskę na 5 lat więzienia i pozbawienia praw publicznych na 4 lata; Wojciecha Zimowskiego i Janusza Jasickiego na 4 lata więzienia i 3 lata pozbawienia praw publicznych; Andrzeja Grzebieluchę na 3 lata więzienia i 2 lata pozbawienia praw publicznych.