Listonosz-złodziej na poczcie pracował dopiero dwa tygodnie. Mógł wiele osiągnąć w tym pięknym zawodzie - pisze "Fakt".
Jednak olbrzymia gotówka, którą miał w swojej torbie, zamieszała mu w głowie. W ostatni piątek postanowił, że zaszaleje. Listy i kartki wyrzucił w krzaki, gotówkę, około 13 tysięcy złotych, upchnął do kieszeni i ruszył na zakupy. Nie miał wyrzutów sumienia. Przez kilka godzin czuł się jak pan: kupił telefon komórkowy, telewizor, radiomagnetofon, golarkę do włosów - wylicza "Fakt".
Gdy nie wrócił na czas do urzędu, koledzy z pracy zaczęli się martwić. Może coś mu się stało? Może ktoś na niego napadł? Zawiadomili policję. Mundurowi łatwo namierzyli nieuczciwego doręczyciela. Spacerował sobie spokojnie po mieście, odpoczywał po zakupach, zastanawiał się, na co jeszcze mógłby przepuścić łup - pisze "Fakt".
Ale więcej wydać nie zdążył. Policjantom udało się odzyskać 8 tysięcy złotych w gotówce. Tomasz Ł. wskazał im też miejsce, w którym porzucił przesyłki. Przyznał się do winy i
zgodził dobrowolnie poddać karze, dlatego też przebywa na wolności. Ale na poczcie już dłużej nie popracuje - podkreśla "Fakt".