Jak powiedział rzecznik Pyrzowic, Cezary Orzech - nie wiadomo jeszcze czy ktoś przeżył wypadek. Awionetka była na polskich numerach.

Lecący z Włoch czteroosobowy samolot znikł w niedzielę wieczorem z radarów w rejonie portu lotniczego w Pyrzowicach koło Katowic. Do akcji poszukiwawczej ruszyło kilkanaście jednostek straży pożarnej i policja.

Cztery osoby zginęły w wypadku awionetki, do którego doszło w niedzielę wieczorem w pobliżu portu lotniczego Katowice w Pyrzowicach. Samolot rozbił się kilka kilometrów przed pasem, krótko po tym, jak pilot zgłosił problemy z silnikiem.

Jak poinformowała PAP rzeczniczka śląskich strażaków Aneta Gołębiowska, wrak samolotu znaleziono w miejscowość Żyglin przy ul. Śląskiej. Zginęły cztery lecące nim osoby.

Lecący z Włoch czteroosobowy samolot znikł w niedzielę wieczorem z radarów w rejonie portu lotniczego Katowice w Pyrzowicach. Do akcji poszukiwawczej ruszyło kilkanaście jednostek straży pożarnej i policja.

Jak informował rzecznik lotniska Katowice Cezary Orzech, pilot samolotu typu Cirrus zgłosił problemy z silnikiem, krótko potem maszyna znikła z radarów.

Samolot zgłosił się w okolicach lotniska - w pobliżu miejscowości Mierzęcice i Ożarowice. Ostatnie miejsce, w którym samolot był widoczny na radarze kontroli lotów, to ścieżka podejścia do pasu startowego około 3 mile przed jego początkiem.

Gołębiowska relacjonowała, że w rejon, w którym powinna znajdować się awionetka pojechało łącznie dwanaście jednostek straży pożarnej - strażaków Państwowej Straży Pożarnej z Tarnowskich Gór i Radzionkowa, a także straży działającej w porcie lotniczym Katowice w Pyrzowicach.

 To kolejny wypadek maszyny tego producenta w ostatnich latach. W październiku 2008 r. awionetka Cirrus rozbiła się tuż przed pasem lotniska w Zurychu - zginęło troje z czwórki podróżujących nią Polaków. W maju 2010 r. w niemieckim Bielefeld rozbił się inny samolot tego typu - lecący z Katowic. W wypadku zginęło czworo Polaków