Główny Inspektor Sanitarny dostał z budżetu 20 milionów złotych na zbadanie próbek dopalaczy. Połowa pieniędzy trafiła do biura inspektora, resztę dostały terenowe oddziały Sanepidu. Dziennikarze RMF FM znaleźli kwity, które pokazują na co wydano pieniądze. Zaledwie kilka procent środków trafiły na badania. Resztę wydano na komputery, drukarki, tonery i paliwo do samochodów służbowych. 

Według dokumentów, od 2010 udało się zbadać zaledwie połowę próbek. Szef Narodowego Instytutu Leków wyjaśnia, że jego placówce zabrakło pieniędzy na badania. Zbigniew Fijałek tłumaczy, że jego ludzie musieli kupować odczynniki do badań. Tymczasem z dokumentów GIS wynika, że zakup tych substancji rozliczono. Dziwne rzeczy można też znaleźć w papierach dotyczących finansów badań. Dyrektor Fijałek zapewnia RMF FM, że wydano na nie 13 milionów złotych. Tymczasem instytuty, które badały substancje twierdzą, że wydano tylko sześć milionów złotych. Gdzie więc zniknęło siedem milionów, zastanawia się RMF FM?

Tymczasem brak próbek powoduje, że państwo zapłaci gigantyczne odszkodowania. Nie ma bowiem dowodów, że dopalacze są szkodliwe, sądy uchylają więc decyzje w sprawie zamknięcia sklepów z tymi produktami. Na rozpatrzenie czeka ponad sto podobnych spraw, a właściciele chcą rekompensat za decyzje Głównego Inspektora Sanitarnego.