Kontrolerzy zweryfikowali, w jaki sposób stacje sanepidu spożytkowały dodatkowe pieniądze przyznane w związku z ofensywą przeciw niebezpiecznym substancjom. Rozpoczęła się ona jesienią 2010 r. po doniesieniach o śmiertelnych ofiarach, które zażyły dopalacz o nazwie Tajfun.
– podliczyli kontrolerzy izby efekty akcji prowadzonej tylko na terenie woj. mazowieckiego. Taka ilość środków musiała zostać przebadana. Dlatego minister finansów przesunął dodatkowe 1,2 mln na potrzeby mazowieckiego sanepidu.
– napisali kontrolerzy. Propozycje zostały przyjęte i 800 tys. spośród przyznanego miliona można było wydać na , a nie tylko na walkę z dopalaczami.
Według reporterów radia RMF FM, które jako pierwsze informowało o możliwych nieprawidłowościach – mazowieccy inspektorzy posiadający dziesięć aut podczas wojny z dopalaczami wyjeździli benzynę o wartości 700 tys. zł. Jak wyliczył NIK, dotację (76 proc.) przeznaczono głównie na zakup komputerów. – tłumaczy jeden z pracowników mazowieckiego sanepidu.
Do dziś nie udało się skończyć badań wszystkich zabezpieczonych substancji. W kilku przypadkach taki brak spowodował unieważnienie przez sąd decyzji głównego inspektora sanitarnego o zamknięciu sklepu, w którym je znaleziono.