Linia, która od kilku miesięcy agresywnie działa na rynku krajowych przewozów lotniczych, nie złożyła regulatorowi rynku pełnego sprawozdania finansowego za zeszły rok, mimo że powinna to uczynić do końca czerwca – ustalił DGP. – ujawnia DGP Katarzyna Krasnodębska, rzecznik ULC. Dodaje, że opinia biegłego rewidenta jest konieczna ze względu na przepisy unijne. Według nieoficjalnych informacji dla kontrolerów z ULC niejasne są przepływy finansowe pomiędzy spółkami z grupy OLT.
OLT w praktyce to OLT Express, OLT Poland oraz OLT Regional. Dodatkowo w grupie, ale już poza granicami kraju, działa OLT Germany. Urząd kontroluje tylko trzy firmy zarejestrowane w naszym kraju.
– zapewnia Jarosław Frankowski, szef OLT Express. Zupełnie nie rozumie zastrzeżeń, jakie w ULC wzbudza grupa. – dodaje Frankowski.
Dodaje, że w ostatnim czasie firma jest przedmiotem nieuzasadnionych ataków z różnych stron. Według niego ma to nie tylko związek z tropieniem Amber Gold. - mówi Frankowski.
Jego sprzeciw budzi opinia, jakoby samoloty OLT latały w połowie puste. Jak podaje firma, średnie obłożenie kształtuje w okolicach 74 proc. A są nawet trasy, na których zbliża się do 99 proc. Tak jest w relacjach Warszawa – Wrocław. Z kolei na trasie z Warszawy do Gdańska wolnych jest średnio tylko 10 proc. miejsc. Twierdzi, że przez dziewięć miesięcy od startu działalności firma zainwestowała 220 mln zł. W tym roku spodziewa się przewieźć 1,5 mln pasażerów na trasach krajowych i kolejne 700 tys. osób na połączeniach czarterowych. Od października firma chce także wyjść z ofertą poza granice kraju. W tym celu zamierza pozyskać sześć dodatkowych średniodystansowych airbusów, które dołączą do już posiadanych 12 tego typu maszyn.
Sprawie z zainteresowaniem przyglądają się eksperci. – mówi prof. Włodzimierz Rydzkowski z Uniwersytetu Gdańskiego. Ceny biletów zaczynające się od 99 zł wystarczą co najwyżej na pokrycie kosztów paliwa. To znaczący, ale niejedyny koszt działalności linii. Do paliwa należy doliczyć opłaty na lotniskach oraz za przeloty, starty i lądowania odprowadzane do Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Kosztują też pracownicy.
Frankowski przyznaje, że biznes nie jest łatwy. Dlatego w najbliższym czasie dojdzie do przebudowy siatki połączeń i wycofania sześciu samolotów typu ATR. Przewiezienie jednego pasażera na trasie krajowej airbusem kosztuje ok. 55 – 60 dol. Ten sam przelot ATR-em aż 150 dol. Mimo to zapewnia, że wkrótce działalność będzie rentowna. – mówi Frankowski. Nie chce jednak zdradzić wyników.