Oskarżeni trzej milicjanci byli raz skazywani, raz uniewinniani. Ojciec Grzegorza Przemyka w skardze nie zgodził się z orzeczeniem, że było to zwykłe przestępstwo, a nie zbrodnia popełniona przez funkcjonariuszy państwowych.

Reklama

Ojciec śmiertelnie pobitego maturzysty zarzuca władzom, że polskie sądy nie przeprowadziły uczciwego śledztwa, pozwalającego na ustalenie i skazanie wszystkich osób winnych zbrodni. W skardze Leopold Przemyk twierdził ponadto, iż wydając wyrok, sądy zastosowały niewłaściwy paragraf kodeksu karnego, dopuszczający przedawnienie popełnionego czynu. Jego zdaniem, należało powołać się na inny artykuł, który gwarantuje, że przestępstwo skutkujące ciężkim uszkodzeniem ciała lub śmiercią, popełnione przez funkcjonariusza państwowego pełniącego służbę, nie ulega przedawnieniu.

Wyrok nie jest prawomocny, bowiem strony mają trzy miesiące na jego zaskarżenie i złożenie prośby o skierowanie sprawy do Wielkiej Izby - czyli najwyższej instancji Trybunału.

Grzegorz Przemyk został zatrzymany przez milicję 12 maja 1983, na Placu Zamkowym w Warszawie, kiedy wraz z kolegami świętował maturę. Został pobity przez 3 funkcjonariuszy w pobliskim komisariacie MO przy ul. Jezuickiej. Zmarł w szpitalu po dwóch dniach w wyniku ciężkich urazów jamy brzusznej. Jego pogrzeb na Powązkach zgromadził tłumy i stał się pierwszą tak wielką manifestacją przeciw władzy komunistycznej od czasu wprowadzenia stanu wojennego.