Sąd nie przychylił się jednak do wniosku Alicji Tysiąc o przyznanie jej odszkodowania w wysokości 130 tys. złotych. Terlikowskiemu nakazał zapłacenie na rzecz Tysiąc 10 tys. złotych.

Reklama

Alicja Tysiąc pozwała Terlikowskiego za słowa zawarte w książce publicysty napisanej wspólnie z Joanną Najfeld: "Agata. Anatomia manipulacji" oraz kilku innych jego wypowiedziach.

I zasłanianie tej prostej prawdy słowami o tym, że Alicja Tysiąc nie złamała prawa, a jedynie próbowała egzekwować przysługujące jej prawa - jest absurdalne. Adolf Eichmann też nie łamał hitlerowskich praw, czy to znaczy, że nie można go nazwać mordercą (w tym przypadku już nie niedoszłym, a jak najbardziej doszłym)? - napisał w książce Terlikowski.

To było naruszenie godności powódki - twierdził pełnomocnik Tysiąc, mec. Marcin Górski. Jego zdaniem Terlikowski ma "nadmierną łatwość w operowaniu porównaniami z holokaustem".

Alicja Tysiąc chciała usunąć ciążę z powodu możliwości utraty przez nią wzroku, jednak lekarze odmówili prawa do dokonania aborcji. Poród spowodował znaczne osłabienie wzroku kobiety. Za tę decyzją Tysiąc złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który przyznał jej 25 tys. euro zadośćuczynienia.

Tomasz Terlikowski, będzie się odwoływał od wyroku przede wszystkim dlatego, że według niego sąd naruszył jego wolność wypowiedzi.

Jestem prostym człowiekiem i uznaję, że jeśli pewne działanie polega na pozbawieniu życia człowieka, to można je określić mianem zabicia człowieka. I to niezależnie od tego, czy określenie to odnosi się ogólnie do procedury czy też do konkretnego zamiaru działania, konkretnych osób. Zabicie człowieka jest bowiem zawsze czynem konkretnym, a nie ogólnym - napisał Terlikowski w portalu Fronda.pl.