Dziennik Gazeta Prawana logo

Kampania wyborcza "na repatrianta". Jak odżył temat, który dla polityków nie istniał

5 października 2015, 20:10
Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Pudło z podpisami pod obywatelskim projektem ustawy repatriacyjnej
Pudło z podpisami pod obywatelskim projektem ustawy repatriacyjnej/PAP Archiwalny
Ściągnięcie potomków polskich wysiedleńców nagle stało się punktem honoru wszystkich polityków i partii. Słowa "repatriacja" nie odmieniano tak intensywnie przez wszystkie przypadki od 1989 roku. Być może dzięki temu uda się umożliwić powrót jakiejś grupy Polaków do ojczyzny - ale bardziej prawdopodobne jest, że sprawa "przyschnie", zanim jeszcze kampania wyborcza nabierze impetu.

W ostatnim tygodniu burmistrz Kraśnika zrobił w sieci furorę. Jego odpowiedź na nagabywania wojewody lubelskiego o możliwość przyjęcia grupki uchodźców nie pozostawia większych wątpliwości, zarówno co do realnych możliwości miasta Kraśnik, jak i stanu emocjonalnego jego włodarzy.

Te pierwsze burmistrz Mirosław Włodarczyk streszcza następująco: .

Najwyraźniej radość i ulga z tego historycznego osiągnięcia miasta Kraśnik sprawiają, że dalej burmistrz uderza w bardziej wojownicze tony. - - zapowiada, pomijając fakt, że jeszcze nigdy chyba nie zdarzyło się usunięcie kogoś z mieszkania socjalnego przez wojewodę, a na straży praw osób, którym przekazano mieszkania socjalne, stoją organy ścigania i sądy. Nie mówiąc już o sugestii, że wojewoda mógłby działać w interesie, o zgrozo, muzułmanów. Ot, zderzenie cywilizacji w mikroskali.

- - dorzuca na koniec swojej odpowiedzi burmistrz Włodarczyk.

Powiedzcie, że nas nie chcecie

Repatrianci i kandydaci na repatriantów jeszcze chyba nigdy w ciągu ostatniego ćwierćwiecza nie mieli tak sprzyjającej koniunktury. Wyasygnowanie 30 milionów złotych z budżetu na rok 2016 zapowiedziała kilka dni temu premier Ewa Kopacz. - - podkreślała. Obszerniejszy program w tej sprawie ma trafić do parlamentu przed wyborami.

Kilkadziesiąt godzin po ogłoszeniu tej decyzji o sprawie mówił też Jarosław Kaczyński. - - zapowiadał na konferencji prasowej. - kwitował. - - dorzucił. -

Rzeczywiście, nie sposób się nie zgodzić. Wspomniana wyżej podkomisja to Podkomisja nadzwyczajna do rozpatrzenia obywatelskiego projektu ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych przez władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, funkcjonująca w obrębie Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Na jej czele stoi posłanka Joanna Fabisiak - i, jak teraz podkreślają jej sejmowi adwersarze: zebrała się np. po to, by przejrzeć sześć pierwszych wstępnych artykułów obywatelskiego projektu ustawy o repatriacji, a przeszło rok później, by przedyskutować harmonogram prac. - - komentował poseł PiS Jan Dziedziczak. - - dodawał.

Cóż, można jasno też powiedzieć, że żadna z partii zasiadających w parlamencie nie naciskała, by podkomisja zbierała się częściej. Można się doszukiwać kilku przyczyn tego stanu rzeczy, ale decydujące znaczenie mają prawdopodobnie dwie: temat w ostatnich latach w gruncie rzeczy Polakom zobojętniał, w skali rozmaitych kłopotów, z jakimi trzeba się było uporać nad Wisłą, wydawał się być drugoplanowy. Po drugie, obywatelski projekt - który forsował i zamierzał przedłożyć w Sejmie Maciej Płażyński, były marszałek Sejmu i poseł - miał kosztować 700 mln złotych, przynajmniej wedle szacunków rządowych, i przenosić cały ciężar finansowy repatriacji na budżet centralny (obecnie koszty sprowadzania Polaków do ojczyzny rozkładają się zarówno między budżet państwa, jak i budżety samorządów).

Po śmierci Macieja Płażyńskiego w katastrofie smoleńskiej projekt stał się politycznym spadkiem, który przypadł jego synowi, Jakubowi. - - opowiadał Jakub Płażyński w niedawnym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". Być może był to zbytni pośpiech: projekty obywatelskie "przechodzą" tylko na jedną, kolejną kadencję. Nieco ponad rok później odbyły się wybory parlamentarne, więc kończąca się obecnie kadencja jest tą drugą. - - kwitował Płażyński.

Jego zdaniem ostatnia mobilizacja w sprawie uchodźców jest dowodem, że realne zmiany w polityce są nad Wisłą przeprowadzane wyłącznie pod presją, "najlepiej zewnętrzną". – - komentuje wypowiedzi podające w ostatnich dniach. - - mówił. Problem w tym, że publicznie składa się nad Wisłą wiele deklaracji, a Płażyński wie o tym najlepiej: na początku 2012 r. Sejm praktycznie jednogłośnie opowiedział się za skierowaniem projektu… tak, do prac w podkomisji.

Do roboty, a nie na darmochę

Nawet decyzja o podwojeniu budżetu (w ubiegłorocznym budżecie kwota na te cele wynosiła 14 mln zł) może być tylko deklaracją. Paradoks? Bynajmniej. - - kwitował poseł PiS Michał Dworczyk. - - ucinał.

To prawda, polska polityka od lat oszczędzała na repatriantach, imigrantach, uchodźcach - generalnie wszystkich, których osiedlanie się w Polsce trzeba byłoby finansować. Zagadka: na repatriantów nie wydawano całych przeznaczonych na ten cel kwot, a jednocześnie zarówno samorządy, jak i sami repatrianci musieli czekać na dofinansowanie znacznie dłużej niż przewidziane w obowiązujących przepisach 60 dni - bywało, że i rok. Kłopoty dotyczyły też łączenia rodzin - dla wielu potencjalnych repatriantów barierą były trudności ze sprowadzeniem współmałżonka (najczęściej z Polską nie mającego już nic wspólnego), a nawet rodzeństwa. Przyjęta 15 lat temu ustawa - pisana z myślą o Polakach z dawnych środkowoazjatyckich republik ZSRR - wymagała udowodnienia, że wśród przodków kandydat do repatriacji posiada Polaków, a ponadto kultywuje przynajmniej polskie obyczaje, jeśli nie język. Z tym ostatnim zresztą było najtrudniej - po 70-80 latach potomkowie dawnych wysiedleńców rzadko kiedy mówią po polsku, już abstrahując od tego, że w większości wysiedlane rodziny (np. w przypadku Kazachstanu) pochodziły z terytoriów dzisiejszej Białorusi, Ukrainy, czy Litwy - używany w domu język polski i tak był pełen naleciałości. W rosyjskojęzycznym otoczeniu wkrótce rodzima mowa roztapiała się bezpowrotnie. O tym aspekcie polonijnej rzeczywistości warto pamiętać tym bardziej, że w ramach 30 mln „na repatriantów” przeszło 2,5 mln to pieniądze na naukę polskiego.

Ba, przez lata można było też nieoficjalnie usłyszeć, że do Polski wracają co najwyżej najstarsi Polacy ze Wschodu - ci, którzy chcą już jedynie dożyć dni swoich w kraju przodków. Młodsi nie byli już do Polski tak przekonani, zarówno ze względu na kłopoty z przebrnięciem przez procedury, jak i ograniczone możliwości ułożenia sobie życia na miejscu. - - komentował dla Polskiej Agencji Prasowej Mirosław Bieniecki, szef Instytutu Studiów Migracyjnych. Dlatego chętniej wybierali… Niemcy. - - dodawał.

Poza tym, do niedawna - zanim Polakom w oczy zajrzało widmo arabskiego najazdu - atmosfera wokół repatriantów daleka była od życzliwości. "Właśnie na to idą nasze podatki, dlaczego Polacy w Polsce nie dostają mieszkań i pracy?", "Do roboty, a nie na darmochę" - komentowali pięć lat temu artykuł jednego z tygodników na temat repatriacji. "Kto im zapewni mieszkanie, pracę i godne warunki życia??? Polska ma 8 mln bezrobotnych i głodne dzieci", "niech pan sam im płaci z własnej, a nie z mojej kieszeni. Moje dzieci wyemigrowały z tego kraju, bo tu się nie da żyć" - pisano z kolei pod tekstem opublikowanym w ubiegłym roku. Sorry, taki tu mamy klimat.

Priorytet moralny rozpisany na 16 lat

Nic więc dziwnego, że bilans repatriacji jest dramatycznie skromny. - Od 2001 r. w ramach repatriacji przyjechało do Polski 5 tysięcy osób. Na wizy repatriacyjne i przyjazd oczekuje 2,5 tysiąca. Każdego roku przyjeżdża dwustu repatriantów - informował podczas zorganizowanej w maju przez MSW i IOM (Międzynarodową Organizację do Spraw Migracji) konferencji „Wsparcie dla repatriacji” przedstawiciel resortu spraw wewnętrznych. Kilka miesięcy wcześniejszy raport NIK na ten temat nie pozostawia większych nadziei. - piszą autorzy. Z ich danych wynika, że np. w 2007 r. do Polski przyjechało 243 repatriantów, w 2012 r. - 123. . Przy podtrzymaniu obecnej polityki - jak wylicza skrzętnie Izba - sprowadzenie tych chętnych, którzy jeszcze pozostali, zabrałoby 16 lat.

NIK nie poprzestaje na tych szacunkach. Dorzuca zaniedbania w realizacji zadań z tego zakresu rozłożonych między kilka ministerstw, zaniedbania w uregulowaniach prawnych, trudności samorządów. Przedstawiciele tych ostatnich mieli okazję wypowiedzieć się w sondażu Izby: repatrianci osiedlili się zaledwie w 57 z ankietowanych 1645 gmin. - czytamy w podsumowaniu raportu.

I lepiej nie będzie. - pisał o Polakach w Kazachstanie Andrzej Chodubski, badacz Uniwersytetu Gdańskiego w pracy zbiorowej "Kazachstan. Historia - społeczeństwo - polityka". - dodawał. Dwie dekady później przeprowadzony przez Kazachów spis powszechny pokazał gwałtowny spadek liczby Polaków: do 34 tysięcy. I to nie koniec. - pisali kontrolerzy NIK-u. Słabnie tęsknota, słabnie determinacja, słabnie chęć.

Z tych liczb nie wynika bynajmniej, że repatriacja może być odpowiedzią na kryzys demograficzny w Polsce. Nawet gdyby zniesiono wszelkie bariery, chętnych do skorzystania z możliwości do powrotu do kraju przodków jest około 10 tysięcy - tak szacuje przynajmniej Jakub Płażyński. Wygląda jednak na to, że wciąż są oni Polsce potrzebni - do "zaciągania moralnych zobowiązań", jako jedna z kart, którymi gra się w kampaniach wyborczych, jako adresat ładnych gestów. Poza tym, nie brak pewnie i takich, którzy z ulgą przyjmują obecne status quo - przecież "może oni się tam zbisurmanili?" Nic dziwnego, że jedyną adresowaną do potencjalnych repatriantów publikację opisującą realia życia w Polsce wydała… Polska Akcja Humanitarna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj