Dziennik Gazeta Prawana logo

Rewolucja? Zapomnij! Nikomu się nie chce zwlec z wyrka

24 grudnia 2015, 09:10
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Rodzina w łóżku
Rodzina w łóżku/Media
O tym, że choć tyle mówimy o potrzebie zmiany, to w gruncie rzeczy wcale nas ona nie interesuje. Bo jesteśmy zbyt spasieni, leniwi i tchórzliwi, żeby choćby spróbować się zwlec z wyrka spod ciepłej, bezpiecznej kołderki.

- Stary Testament, Księga Koheleta (1:9). I to właściwie mógłby być koniec tego tekstu, bowiem wszechobecne skomlenie o konieczności zmiany tego parszywego świata, pozbycia się niesprawiedliwości, toksycznych polityków, naprawy krzywd, powtarzane w kółko przez lata te same programy wyborcze - kocopoły zapowiadające dobrą zmianę, lepszą przyszłość i nową jakość - to wszystko jest tylko pustym jazgotem lub - jeśli komuś zależy na poważniejszym określeniu - społecznym oczekiwaniem zakotwiczonym wyłącznie w sferze deklaratywnej.

- - wskazuje prof. Leszek Koczanowicz, filozof z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

Odczuwanie konieczności zmiany swojego życia i otoczenia nie jest, jak nam się najczęściej wydaje, oznaką zmęczenia rzeczywistością czy znużenia ładem społecznym - wręcz przeciwnie, eksperci wskazują, że to nieuświadomione pragnienie utożsamienia się z tą dynamiczną rzeczywistością. Bo skoro ona goni, my gonimy z nią, by nie pozostać w tyle.

- - tłumaczy prof. Leszek Koczanowicz.

Liczy się dostęp

Powierzchowność dzisiejszych zmian wynika z kultury konsumpcjonizmu, która na dobre zagościła w naszych umysłach. Oparto na tym całą konstrukcję światowego ładu gospodarczego. Jeśli nie kupimy co kilka lat nowego samochodu, nie wymienimy smartfona, telewizora czy spodni, jeśli nagle przestalibyśmy ulegać tym sztucznie wywoływanym przez marketing i reklamy pragnieniom nieustannych zmian, stanie produkcja, nie będzie pracy, konstrukcja się zawali.

I nawet z tym rozpasanym konsumpcjonizmem można by było jakoś żyć, gdyby nie to, że zainfekował on także nasze dusze.

- - opisuje naukowiec z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

Gdy do osiągnięcia satysfakcji z ciągłego zmieniania swojego życia nie wystarczają już nowe zakrzywione telewizory 3D i 4K, szybsze i większe samochody czy egzotyczne trekkingi z telewizyjnymi celebrytami, zmieniamy partnerów. Coś, co kiedyś było życiową porażką, tragedią, utratą poczucia sensu istnienia, dziś stało się jego siłą napędową. Współczesna zmienna cywilizacja udoskonaliła proces wymiany towarzysza życia. Poszukującym nowych wrażeń pomaga cały przemysł - firmy kojarzące partnerów, programy komputerowe dobierające ludzi według skomplikowanych algorytmów oceniających charaktery i zainteresowania czy - ostatni hit - aplikacje na smartfony pokazujące znajdującą się najbliżej osobę, mającą ochotę na seks tu i teraz. Kult nowości jako potrzeby statusowej przenosi się z przedmiotów na relacje między ludźmi. Nie warto nic posiadać na długo, liczy się bowiem dostęp. Nacieszyć się i wymienić - żonę/partnerkę, męża/partnera - można poużywać. Jeśli coś się zestarzało, to trzeba wymienić na nowe, bo nowe jest wrogiem starego.

Zewnątrzsterowni

- - zauważa socjolog prof. Kazimierz Krzysztofek z Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Internetowy substytut realnej zmiany cechuje głównie młodzież. Zdaniem eksperta z warszawskiej uczelni młodzi ludzie są wprawdzie bardzo głośni, domagając się zmian, ale to tylko deklaracje, bo w działaniu dokonują jedynie zmian swojego osobistego ładu, ten społeczny w skali makro pozostawiają nienaruszony.

- - krytykuje prof. Kazimierz Krzysztofek.

Dzisiejsza kultura jest paliatywna, ma uśmierzać bóle egzystencjalne - kontynuuje socjolog z warszawskiej uczelni - łagodzi wszelkie objawy niezadowolenia. Podrzuca konsumpcjonizm, który leczy z rewolucyjnych myśli. Nowy gadżet stał się celem przewrotu. To skutkuje brakiem społecznego zaangażowania.

- - konkluduje prof. Kazimierz Krzysztofek.

Zmęczenie samodzielnością

Ten imperatyw ciągłych zmian w postmodernistycznym świecie, gdzie wartością jest mieć, nie być, doprowadził do sytuacji, w której zmiana stała się rytuałem, a w konsekwencji własnym zaprzeczeniem. Nieograniczone możliwości wyboru stały się więzieniem wolnej woli - skuliśmy ją w kajdany cyklicznych wymian smartfonów, przedłużania umów na multimedia, nawet zmiana stylu życia została sprowadzona do rytualnych zachowań - codziennego biegania, wymiany fast foodów na slow foody - wszystko to w zgodzie z obowiązująca w danej chwili modą. Krótkotrwałą rzecz jasna, bo przecież tuż za rogiem czeka znów coś nowego. Kurczowo trzymając się tych rytuałów, wmawiamy sobie, że tego pragniemy - wszak każda zmiana to z pewnością rozwój, postęp, nowoczesność. Ale też się boimy, że zostając w tyle, zaczniemy tracić, odstawać i nie daj Boże zostaniemy wykluczeni. A odrzucenia, utraty tożsamości z grupą, w której żyjemy i która przecież karnie uczestniczy w tej gonitwie, boimy się najbardziej, o wiele bardziej niż niepewności związanej z nieznanym nowym.

Ciągła zmiana stała się więc stałością, a to właśnie stałości - wbrew iluzji koniecznych zmian - ludzie pragną rozpaczliwie.

- - zaznacza prof. Leszek Koczanowicz.

Paradoksalnie to zmęczenie jest pogłębiane przez demokrację. Mamy z nią problem, bo demokracja oznacza niepewność. Z jednej strony uznajemy ją za jeden z największych darów dla ludzkości, z drugiej oznacza, że nic nie jest stałe i wszystko może się zmienić. Zmęczeni zmiennością coraz bardziej pragniemy uporządkowania tego zwariowanego świata, choć zdajemy sobie sprawę, że jego uporządkowanie będzie niedemokratyczne.

- - zaznacza ekspert Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

Z tęsknoty za harmonią

Pragnienie rządów silnej ręki można więc uznać nie tyle za potrzebę zmiany – choć powszechnie tak się ją właśnie określa - ile tęsknotę za uporządkowaniem otaczającego nas świata. Można rzec: czas zmienić te zmiany.

- - zauważa prof. Leszek Koczanowicz.

Amerykański politolog polskiego pochodzenia Adam Przeworski wyliczył kiedyś, że patrząc na historię świata, to nawet w społeczeństwach demokratycznych w 80 proc. przypadków wybory wygrywali rządzący, przechodzenie władzy z rąk do rąk jest stosunkowo świeżym wynalazkiem.

- - podsumowuje naukowiec z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

- - opisuje prof. Kazimierz Krzysztofek.

Socjolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego dr Tomasz Maślanka zwraca jednak uwagę, że potencjał zmiany ładu społecznego i politycznego jest w naszym społeczeństwie bardzo duży. Model neoliberalnego państwa się załamuje. Zaczynają się poważne pytania o ponowne przemyślenie sprawiedliwości społecznej, sposobach redystrybuowania dochodów państwa, humanizowania kapitalizmu. Problem polega na tym, że w przeciwieństwie do zmiany stylu życia, gdzie potrzeba tylko zmiany świadomości, aby dokonać zmian instytucjonalnych sama zmiana świadomości nie wystarczy. Trzeba wejść w system i go zmienić od środka.

- - kwituje dr Tomasz Maślanka.

Bowiem - jak powiedział kiedyś Sydney J. Harris, amerykański pisarz, dziennikarz i krytyk - naszym przekleństwem jest to, że jednocześnie kochamy zmiany i ich nienawidzimy. Tym, czego naprawdę chcemy, jest sytuacja, gdy rzeczy pozostają takie same, ale stają się lepsze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj