Manifestanci mówili, że domagają się podwyżek, bo pensje wielu grup w służbie zdrowia są głodowe. Na transparentach można było przeczytać m.in.: "by leczyć trzeba żyć", "kolejka poniża pacjenta", "pogotowie woła o pomoc", "przepracowany personel naraża życie", "nie samym powołaniem medyk żyje", "wszyscy jesteśmy pacjentami". Uczestnicy demonstracji skandowali: "wszyscy medycy są na ulicy", "precz z wyzyskiem", "chcemy leczyć w Polsce". W kolumnie szli ratownicy medyczni z Piły, którzy na noszach nieśli czarny worek na zwłoki, symbolizujący zmarłego ratownika. "Żył z pasji do ratowania innych" - głosił napis.
Wśród uczestników manifestacji byli lekarze i lekarze-rezydenci, dentyści, fizjoterapeuci, farmaceuci, psycholodzy, ratownicy medyczni, diagności, dietetycy, pielęgniarki i elektroradiolodzy; wiele osób miało swoje służbowe stroje m.in. fartuchy i uniformy, a niektórzy także dodatkowe atrybuty - stetoskopy czy czepki chirurgiczne.
PZM wystosowało list otwarty do premier Beaty Szydło, w którym oceniono, że konieczny jest natychmiastowy istotny wzrost nakładów na publiczną ochronę zdrowia i wzrost pracowniczych wynagrodzeń. List z podpisami zawieziono do Kancelarii Premiera razem z wiązanką pogrzebową opatrzoną szarfą „ochrona zdrowia umiera”.
Porozumienie zaapelowało o dialog i zwróciło się z prośbą o możliwość spotkania. We wstępie listu wskazało, że w skład PZM wchodzi aż dziewięć ogólnopolskich związków zawodowych oraz szereg innych organizacji, stowarzyszeń i grup skupiających zawody medyczne. PZM ocenia też, że jest najbardziej reprezentatywnym gronem dla niemal 600 tys. pracowników służby zdrowia.
"Bez natychmiastowej i znacznej poprawy finansowania publicznej ochrony zdrowia w Polsce nie zlikwiduje się kolejek do lekarzy, nie poprawi dostępu do skutecznego leczenia i nowoczesnego diagnozowania, nie zwiększy ilości personelu medycznego, nie poprawi jakości usług" - ocenia PZM.
Zdaniem Porozumienia, przygotowane przez resort zdrowia propozycje ustawy o wynagrodzeniach pracowników służby zdrowia są zatrważające". "Przez najbliższych 6 lat ma być zamrożony dotychczasowy (często skrajnie niski) poziom płac, a zaproponowane po tym okresie stawki stanowią obrazę dla ciężko pracujących, wysoko kwalifikowanych pracowników, codziennie ratujących ludzkie zdrowie i życie, i ponoszących wielką za nie odpowiedzialność" - uważa PZM.
"Jak Polacy mają uwierzyć, że rząd dba o polskiego pacjenta, gdy tak nisko ceni tych, którzy codziennie, bezpośrednio służą mu pomocą?" - pytają autorzy listu i deklarują, że pracownicy służby zdrowia nie zgadzają się na taki stan rzeczy. „Konieczny jest natychmiastowy istotny wzrost nakładów na publiczną ochronę zdrowia i wzrost pracowniczych wynagrodzeń. Wzywamy Rząd do dialogu społecznego w tej sprawie z udziałem pracowników służby zdrowia. Po raz kolejny zwracamy się do Pani Premier o spotkanie z przedstawicielami naszego Porozumienia" - głosi list.
Na końcową część manifestacji przybył minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który przemówił do zebranych ze sceny. powiedział.
Jak mówił Zadeklarował, że nakłady na służbę zdrowia będą coraz wyższe z każdym rokiem, co - jak mówił - przełoży się na sytuację pacjentów, którzy będą leczeni lepiej, a także na lepszą sytuacje wszystkich pracowników służby zdrowia. powiedział.
Minister ponowił zaproszenie dla PZM na wtorkowe spotkanie. Pierwotnie rozmowy miały odbyć się w piątek, ale związkowcy nie przyszli. Zaproponowali, by spotkać się w sobotę po manifestacji, ale do tego pomysłu sceptycznie odniósł się z kolei minister, oceniając, że nie będzie to dobra okazja do spokojnej wymiany zdań. Radziwiłł zaproponował PZM spotkanie we wtorek i do tej propozycji powrócił. Tuż po wystąpieniu minister opuścił scenę, nie odpowiadał na pytania manifestujących, co nie zyskało ich aprobaty.
Pytany przez dziennikarzy o postulaty natychmiastowych podwyżek, minister powiedział, że dodał. Jego zdaniem, w ciągu ośmiu lat . Według ministra, główne problemy pracowników służby zdrowia to - zapewnił. Manifestacja przeszła z pl. Zamkowego, Krakowskim Przedmieściem do ulicy Świętokrzyskiej i dalej Marszałkowską do pl. Konstytucji.
- mówił Krzysztof Bukiel przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. - podkreślił.
Dodał, że polska służba zdrowia już "25 lat czeka na swoją kolej". – mówił Bukiel.
Celina Kinicka reprezentująca dietetyków podkreślała, że nakłady na służbę zdrowia są zbyt małe i mówiła, że jej grupa zawodowa opowiada się za ich szybkim zwiększeniem. Wskazywała także, że zawód dietetyka nie może doczekać się uregulowania. - mówiła.
Iwona Kozłowska z Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych mówiła, że także ta grupa boryka się z niskimi płacami. – oceniła. – dodała.
Rafał - ratownik medyczny, który na manifestację przyjechał z Dusznik, ocenił w rozmowie z PAP, że największym problemem polskiego ratownictwa są niskie zarobki i brak nowoczesnego sprzętu. – powiedział.
Fizjoterapeutka Elżbieta Piątkowska z Chrzanowa podkreśliła, że na manifestację przyjechała nie tylko jako przedstawiciel swojej grupy zawodowej, ale także jako obywatel i pacjent. powiedziała. Także Magda, lekarka-rezydent, wskazała, że w. - powiedziała.
Policja ocenia, że manifestacja przebiegła bardzo spokojnie, bez żadnych incydentów.
PZM skupia m.in. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii, Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego, Ogólnopolski Związek Zawodowy Techników Medycznych Elektroradiologii, Ogólnopolski Związek Zawodowy Techników Medycznych Radioterapii i Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych.
Przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda, pytany dlaczego związek nie bierze udziału w sobotniej manifestacji, powiedział w RMF FM, że stwierdził.