- brzmi odpowiedź, jaką "GW" orzymała z biura prasowego Prokuratury Krajowej.
Przygotowania miały polegać na "zbieraniu informacji dotyczących miejsca zamieszkania i wykonywania czynności urzędowych wymienionej osoby".
O co chodzi? Jak podaje "Gazeta Wyborcza", śledztwo zaczęło się od... wpisu na Facebooku. Z dziennikarzami skontaktował się proszący o anonimowość mieszkaniec Poznania. Pod koniec lipca odebrał wezwanie na przesłuchanie w poznańskim komisariacie.
- powiedział "GW" poznaniak.
Okazało się, że policjanci wskazali ten sam artykuł kodeksu karnego, z którego sądzony był Brunon Kwiecień, naukowiec z Krakowa, który chciał wysadzić Sejm.
Poznaniak w czasie przesłuchania dowiedział się, że sprawa dotyczy wpisów na Facebooku z lutego bieżącego roku.
- czytamy na łamach "Gazety Wyborczej".
- powiedział "GW" mężczyzna.
Dziennikarze ustalili, że śledztwo wszczęto 16 marca, tuż po wypadku kolumny aut z Macierewiczem pod Toruniem. Prokuratura poinformowała, że zarzuty postawiono jednej osobie. Nie wiadomo jednak, czego dotyczą.
- mówi "GW" jeden z prokuratorów.
- dodaje inny prokurator.