Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie radzimy sobie z falą gości ze Wschodu. "System jest dziurawy, a jego słabości są skrzętnie wykorzystywane"

15 marca 2018, 08:53
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polska Ukraina
Polska Ukraina/Shutterstock
Dwie, góra cztery minuty – tyle czasu ma urzędnik konsularny na rozpatrzenie wniosku o wizę pracowniczą złożonego przez cudzoziemca.

Nasz system zatrudniania obcokrajowców jest fikcją – taki wniosek płynie z najnowszych ustaleń Najwyższej Izby Kontroli (NIK), z którymi DGP miał okazję się zapoznać. Polska administracja kompletnie nie radzi sobie z falą napływających wniosków.

180 razy tyle co Czesi, Słowacy i Węgrzy

Liczba wiz wydawanych Ukraińcom rośnie w imponującym tempie – w 2016 r. wydano ich 652 tys., a w roku ubiegłym już 845 tys. Polskie placówki konsularne na Ukrainie wydały w okresie 2014–2016 łącznie ponad 3 mln wiz, w tym 1,3 mln pracowniczych. W tym czasie placówki Czech, Słowacji i Węgier wydały ich jedynie 16 tys. – ponad 180 razy mniej.

Prawdopodobnie te statystyki są efektem wprowadzonego u nas w 2012 r. uproszczonego systemu zatrudniania. Pozwala on cudzoziemcom na podjęcie pracy, po tym jak zostanie zarejestrowane w urzędzie pisemne oświadczenie pracodawcy w tej sprawie. Według NIK ten system przyczynia się do kombinatorstwa. Na prośbę kontrolerów izby Straż Graniczna skontrolowała 48 podmiotów, które zarejestrowały oświadczenia o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców i wystąpiły o zezwolenie na pracę dla nich. Z obcokrajowców, którzy na ich podstawie przekroczyli granicę, 72 proc. w ogóle nie podjęło legalnego zatrudnienia. Co więcej, na podstawie danych z ZUS ustalono, że praktycznie nie zgłaszano takich osób do ubezpieczenia.

Według NIK to świadczy o tym, że oświadczenia i zezwolenia na pracę są wykorzystywane po to, by cudzoziemcy dostali wizę do kraju, który jest w strefie Schengen. – diagnozuje NIK.

Jak mówi nam Krzysztof Inglot, prezes firmy Personnel Service, która od ponad 8 lat specjalizuje się w rekrutacji cudzoziemców, w Polsce pracuje nawet milion Ukraińców. Ale w ZUS jest zarejestrowanych tylko ok. 400 tys. pracowników z tego kraju. – – mówi Inglot. Jego zdaniem są trzy enklawy, w których kwitnie ten proceder – województwa: podkarpackie, lubelskie i pomorskie. Na ścianie wschodniej pracują na czarno głównie w sektorze rolno-ogrodniczym. Z kolei na Pomorzu nawet w dużych firmach przetwórstwa spożywczego.

Co trzeci sprawdzony

NIK zwraca uwagę, że urzędy konsularne na wschodzie nie były przygotowane na wprowadzenie uproszczonej procedury zatrudniania cudzoziemców. Nie miały dostępu do baz danych powiatowych urzędów pracy oraz Straży Granicznej, której funkcjonariusze kontrolują podmioty deklarujące chęć przyjęcia ich do pracy.

NIK zwraca też uwagę na braki kadrowe. Urzędnik konsularny na rozpatrzenie wniosku miał, w zależności od placówki, od dwóch do czterech minut. Przyczyna tego stanu rzeczy jest banalnie prosta – urzędnicy są zalewani wnioskami i zazwyczaj z góry przyjmują, że dane w nich zawarte są wiarygodne. Badanie próby 500 losowo wybranych spraw wykazało, że urzędnicy zweryfikowali jedynie 29 proc. z nich.

Kolejny dość niepokojący przykład: placówka Straży Granicznej w Lesznowoli nadzorująca teren, na którym rejestruje się najwięcej w kraju oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca. W latach 2015–2016 tylko dwa razy podejmowała działania rozpoznawcze. I to nie sama z siebie, lecz na wniosek urzędów konsularnych.

System jest więc dziurawy, a jego słabości są skrzętnie wykorzystywane zarówno przez pracowników ze Wschodu, jak i pracodawców z Polski. Sytuacja może ulec poprawie. Z początkiem tego roku wprowadzono rejestry spraw dotyczących oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemca. Dostęp do nich konsul zyskał, co umożliwi lepszą weryfikację przedkładanych dokumentów. Wprowadzono też możliwość odmowy wpisania oświadczenia do ewidencji, jeśli z okoliczności wynika, że zostało ono złożone dla pozoru. Przedsiębiorców zobowiązano też – pod karą grzywny – do pisemnego powiadamiania powiatowych urzędów pracy najpóźniej w dniu, gdy cudzoziemiec rozpoczął pracę.

Zdaniem Krzysztofa Inglota najprostszym rozwiązaniem problemu szarej strefy byłoby nakazywanie przez kontrolerów Państwowej Inspekcji Pracy, żeby firma, która zatrudnia ludzi bez aktualnych umów, musiała uznać stosunek pracy z datą wsteczną.

Na efekty zmian trzeba poczekać. Dane MSZ za styczeń pokazują, że nowe regulacje nie zniechęciły cudzoziemców do ubiegania się o wizy pracownicze (choć może to być też efekt niewiedzy o nowych regulacjach w Polsce). Wydano prawie 61,3 tys. wiz pracowniczych – to o niemal 11 proc. więcej niż w styczniu 2017 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj